ZAMOJSZCZYZNA .POWSTANIE ZAMOJSKIE CZY JÓZEFOWSKIE

POWSTANIE 1943 R. ZAMOJSKIE CZY JÓZEFOWSKIE

Zbliża się kolejna okrągła – 65 rocznica „Powstania Zamojskiego”.
Jak corocznie uroczystości oraz przekazy medialne koncentrować się będą wokół bitew stoczonych pod Zaborecznem i Różą, usuwając w cień inne, bardziej dramatyczne i o większym ciężarze wydarzenia historyczne, które wspomniane bitwy tylko zapoczątkowały.
Właściwe walki powstańcze rozegrały się bowiem w rejonie Józefowa i Aleksandrowa, tam też skierowane zostało główne uderzenie wojsk niemieckich. Gminę aleksandrowską w odwecie spotkały zaś najcięższe represje i pacyfikacje.
Pisze o tym, po zakończonych walkach, w swoim sprawozdaniu dla komendanta żandarmerii dystryktu lubelskiego mjr Schwieger, dowódca I Zmotoryzowanego Batalionu Żandarmerii cyt. ” Centrum powstania, moim zdaniem, koncentrowało się w Józefowie lub Aleksandrowie. Duże siły wystawiły zapewne również miejscowości Zielone, Łuszczacz, Hamernia i Nowiny”
Zdanie to jest bardzo znamienne, gdyż został w nim użyty po raz pierwszy termin „powstanie” rozszerzony w latach sześćdziesiątych o przymiotnik „Zamojskie”i od tego czasu funkcjonuje on w polskiej historiografii.
W okresie tym w Józefowie doszło też do pierwszej publicznej egzekucji na Zamojszczyźnie.

Echa strzałów pod Zaborecznem i Różą dotarły błyskawicznie do Józefowa, gdzie w tym samym czasie, w dniu 2 lutego 1943 roku odbywała się narada dowództwa rejonu AK z udziałem dowódcy obwodu ppor.”Orszy”/ Józef Gniewkowski/ . Postanowiono natychmiast wysłać w rejon walk z pomocą miejscowe oddziały partyzanckie.
Po dokonaniu szybkiej mobilizacji z rejonu Józefowa wyruszył silny i dobrze uzbrojony, liczący ponad 200 żołnierzy oddział. Pomoc była jednak spóźniona.
Partyzanci wobec powyższego skierowali swoje uderzenie na pobliski Krasnobród, gdzie po wkroczeniu do miasteczka dokonano zniszczenia dokumentacji kontyngentowej urzędu gminnego oraz rozbito centrale telefoniczną na poczcie.
Następnego dnia dowódca rejony józefowskiego AK por. Konrad Bartoszewski ps. Wir, po odebraniu meldunków wywiadowczych o koncentracji dużych niemieckich sił na stacjach kolejowych w Zwierzyńcu, Długim Kącie, Suścu i Bełżcu i możliwości ich użycia w rejonie
Józefowa, zarządził koncentrację całości podległych mu sił partyzanckich.
Na wyznaczone miejsce koncentracji pod Józefowem w rejonie tzw. Winiarczykowej Góry,
pomimo zimy i nocnej pory, stawiło się około 400 ludzi.
Było to w owym czasie wydarzenie bez precedensu. W jednym miejscu zebrali się po raz pierwszy niemal wszyscy uczestnicy ruchu oporu z rejonu józefowskiego. Barwny opis tego wydarzenia znaleźć można w książce józefowskiego kronikarza okresu wojny Zbigniewa Jakubika – „Czapki na bakier”. Skoncentrowane oddziały ruszyły z pomocą walczącemu w pobliżu Józefowa, pod wioską Lasowce oddziałowi Podlaskiego, który zaskoczony i otoczony został niemal doszczętnie zmasakrowany przez Niemców / w nierównej walce zginęło 25 partyzantów, 8 ciężko rannych. Także tutaj pomoc nadeszła zbyt późno, gdyż oddział „Wira” został związany walką pod leśniczówką Kruglik / obok Lasowiec/ . W walce przeciw zgrupowaniu „Wira” Niemcy użyli pociągu, transportując nim żołnierzy z pobliskiego Zwierzyńca i dokonując ostrzału z wagonów kolejowych.
Dokładny opis tych walk znaleźć można we wspomnieniach Konrada Bartoszewskiego
opublikowanych w artykule „W obronie zagrożonej ludności” zamieszczonym w szerszym opracowaniu „Zamojszczyzna w okresie okupacji hitlerowskiej. Relacje wysiedlonych
i partyzantów” Warszawa 1968 rok.
Zgrupowanie józefowskie największe straty poniosło w bitwie pod Długim Kątem.
Podążająca na miejsce koncentracji kompania AK „Kuby” / Piotra Wasilika / w skład której wchodzili partyzanci z wiosek Górniki, Długi Kąt i Majdan Nepryski, w dniu 4.02.1943r. napotkała na swej drodze pierścień niemieckiej obławy przesuwający się od strony Józefowa.
Otoczeni partyzanci podjęli próbę przebicia się przez kordon atakując w kierunku Hamerni poprzez przysiółek Czarny Las a następnie las „Kalina”
Partyzanci po zaciętej walce wydostali się z matni ponosząc jednak znaczne straty. W walce polegli: Władysław Buczkowski, Józef Grochowicz, Jan Korzec, Jan Grad, Marcin Podolak, Józef Podolak, Jan Podolak, Józef Kula i Wawrzyniec Mielniczek, Jan Mielniczek – /Długi Kąt i las „Kalina”/, oraz: Tomasz Kmieć, Stanisław Psiuk, Antoni Kropop i Jan Litwin i Andrzej Szponar ps.Oset – dca drużyny Stanisławów / pod Stanisławowem/
Tragedia dotknęła także pluton ze wsi Górnik dowodzony przez Wojciecha Tytonia ps.
„Gustaw”. Oddział jego po wymknięciu się z obławy zatrzymał się na nocleg w miejscowości Kolonia Pastuszków, gdzie został zaskoczony przez Niemców.
Podczas nierównej walki polegli: Wojciech Tytoń ps „Gustaw”, Tadeusz Marzec ps”Łoboda” Józef Marzec ps „Bławat”, Bronisław Torba , Władysław Torba oraz Franciszek Pastuszek.                                                                                                                          Tego samego dnia tj. 5 lutego 43r. w okrążenie dostała się grupa partyzantów z miejscowości Szopowe dowodzona przez Władysława Jarosza . Podczas próby wydostania się z okrążenia polegli: Władysław Jarosz, Jan Jasina, Władysław Jasina i Stanisław Szopa.                                                                                                                     Straty poniósł także oddział „Wara”/ Włodzimierza Hascewicza /, który powracając po koncentracji do Aleksandrowa, w nocy z 2 na 6 lutego dostał się w zasadzkę w okolicach Sigły. Podczas walki śmierć poniósł  Szczepan Dziura                                                     Tak w dużym skrócie przedstawiał się udział partyzantów rejonu józefowskiego w pierwszych dniach Powstania .
Mobilizacja ogłoszona przez dowództwo rejonu i udział w walce, z jednej strony uchroniła niewątpliwie wielu partyzantów przed aresztowaniami i represjami, z drugiej jednak spowodowała całkowitą dekonspirację, narażając tym samym partyzantów jak i ich rodziny na szykany ze strony okupanta.
Jednocześnie demonstracja tak dużych sił i ich udział w walce przeciwko Niemcom, ściągnęły ich uwagę na teren rejonu józefowskiego.
Niemcy w rejon ten przerzucili olbrzymie siły policyjno-wojskowe / ponad 3 tys./ i w dniach 4 – 12 lutego przeprowadzili wielka akcje pacyfikując szereg wsi i urządzając obławy na ludzi. Dokonano tez pierwszych nasiedleń ukraińskich osadników.
Przebieg tej akcji pacyfikacyjnej wyglądał w skrócie następująco:
– w dniu 4 lutego we wsi Hamernia spalono 4 gospodarstwa i gajówkę tzw. Karczmiska.
W ogniu spłonęła Agnieszka Bździuch, zastrzelono także jej męża Wojciecha Bździucha oraz Adama Knapa. Ranna została jedna osoba.
– w dniu 4 lutego we wsi Stanisławów zastrzelono 9 mężczyzn, raniono 2 kobiety oraz 18 mężczyzn wywieziono do obozu w Zamościu,
– 4 lutego w Majdanie Kasztelańskim postrzelono 2 osoby,
– 4 lutego w Pardysówce / przedmieście Józefowa / zabito 5 osób / Maria Naklicka, Anna Błaszkiewicz, Edward Szpinda, Jan Pikora i Andrzej Ostasz /, zaś 3 osoby wywieziono do obozu w Zamościu,
– 4 lutego, po bitwie pod Lasowcami, zastrzelono 6 jej mieszkańców zaś wioskę doszczętnie spalono,
– 7 lutego w Górecku Starym zastrzelono 4 osoby oraz 6 wywieziono do obozu w Zamościu.
Na pacyfikowanym terenie doszło do frontalnych walk z oddziałami niemieckimi. Poza wspomnianymi bitwami pod Zaborecznem, Różą, Długim Kątem, Lasowcami, Szopowym, Stanisławowem i Kolonia Pastuszków, partyzanci starli się z Niemcami pod Hamernią , Borowcem i Osuchami.
Niemcy usiłując na wszystkie sposoby zlikwidować ruch partyzancki zaczęli przeczesywać także lasy, czego wcześniej nie czynili.
Jednak mimo zimy i leżącego śniegu, ułatwiającego tropienie, nie udało się im tego uczynić, gdyż zgrupowanie „Wira”w sile około 100 ludzi nie poszło na „pełny las” lecz ukryło się w zagajnikach na przedmieściach Józefowa. / Dzień wcześniej pozostali partyzanci zostali na rozkaz dowództwa zwolnieni do domów /.
Niemcy frustrację swą wyładowali w ten sposób, że w dniu 10 lutego dokonali ponownej pacyfikacji na terenie gminy, w wyniku której w Aleksandrowie zastrzelono 5 osób a około
280 mężczyzn wywieziono do obozu w Zamościu, zaś z Hamerni 20 mężczyzn.

Koncentracja oddziałów partyzanckich rejonu józefowskiego w rejonie Winiarczykowej Góry a następnie ich udział w powstańczych walkach spowodowały, że dotychczas tajna organizacja zdekonspirowała się. Partyzanci idący na miejsce koncentracji a szczególnie powracając po stoczonych bitwach do swoich miejscowości, jawnie obnosili się z bronią i nie kryli przynależności do zbrojnych organizacji powstańczych.
Wszędzie, pomimo licznych strat osobowych, zapanował triumfalny i podniosły nastrój.
Cieszono się z wykazania twardej postawy i podjęcia zbrojnej walki.
Partyzantom poległym w walce urządzano pogrzeby pełne patriotyzmu i z honorami wojskowymi.
Panujący nastrój przygaszały przeprowadzane przez okupanta akcje pacyfikacyjne oraz aresztowania dokonane pośród kierownictwa organizacji, bowiem Niemcy wykorzystując miejscowych szpicli, głównie spośród Volksdeutschów, szybko zdobyli ich nazwiska .
W nocy 25 lutego, patrol niemiecki w sile 3 żandarmów i 3 policjantów aresztował Konrada Bartoszewskiego i jego zastępcę Hieronima Miąca ps. ”Korsarz” i osadził w areszcie posterunku policji, usiłując przetrzymać ich tam do czasu przybycia większych sił niemieckich.
Zatrzymanym z pomocą pośpieszył ze swoim oddziałem Czesław Mużacz ps.”Selim”, stacjonujący w wiosce Brzeziny, który po otrzymaniu wiadomości dokonał szybkiej mobilizacji swojego oddziału i po przebyciu biegiem odległości 3 km. dzielących wioskę od Józefowa zaatakował posterunek. Po krótkiej wymianie ognia uwolnił aresztowanych tuż przed przybyciem niemieckiej ekspedycji. „Selim” podczas akcji został ranny. Za wykazaną odwagę otrzymał Krzyż Virtuti Militari, zaś partyzanci „Krakus” i „Mord” Krzyże Walecznych.
Niemcy nie przepuścili płazem mieszkańcom Józefowa takiej zuchwałości i po otoczeniu miasta szczelnym kordonem zaczęli przeczesywać dom po domu spędzając ludność do budynku urzędu gminy.
Po dokonaniu selekcji „ bandyckich „ rodzin od reszty zgromadzonych, ostatecznie rozstrzelano na rynku miasteczka „ tylko „ rodzinę Bartoszewskich , rodziców i siostrę dowódcy rejonu AK Józefów Konrada Bartoszewskiego ps.Wir a ponad 60 osób załadowano na ciężarówki i wywieziono do obozu w Zwierzyńcu.

Powstanie Józefowskie / obejmujące Józefowski Rejon AK/ a więc także wioski powiatu zamojskiego takie jak Borowina, Majdan Niepryski, Górniki, Szopowe, Wólkę Husińską oraz Majdan Sopocki i Nowiny/, spowodowało olbrzymie straty osobowe.
W wyniku walk lutowych 43r. w rejonie tym śmierć poniosło ponad 50 osób, poległych w walce lub bestialsko zamordowanych przez hitlerowców a do obozów w Zwierzyńcu, Zamościu i Majdanku trafiło około 500 osób, co stanowiło ponad połowę strat i ofiar poniesionych przez ludność całej Zamojszczyzny w okresie „wydarzeń lutowych 1943r.”

Zamość 25.01.2008 r Zygmunt Puźniak

Powyższy artykuł opublikowany w dużych fragmentach przez Tygodnik Zamojski nr 7 z dnia 27 02.2008r. wywołał szereg komentarzy i głosów sprzeciwu, że podnoszę rękę na świętość nazwy Powstanie Zamojskie i umniejszam rangę tego terminu. Wypowiadał się między innymi, przewodnik i publicysta, Pan Leszek Słoniewski. Jednak czy miał rację?

Historyk musi opierać się na dokumentach a nie domniemaniach zaś do relacji, szczególnie tych pisanych po latach podchodzić z dużym dystansem.
Na ogląd Powstania Józefowskiego bez wątpienia znaczący wpływ miała sytuacja polityczna lat minionych, wymuszająca na historykach kluczenie i obniżanie rangi józefowskiego rejonu AK z powodu politycznej przeszłości jego Komendanta „Wira”a wywyższanie działań partyzantów Batalionów Chłopskich , Armii Ludowej czy partyzantki sowieckiej.
Poza relacjami bezpośrednich uczestników walk / Konrada Bartoszewskiego „Wira”, Franciszka Mielniczka „Jeża”, Czesława Mużacza „Selima”, Zbigniewa Jakubika „Marka” i wielu , wielu innych, w sprawie powstania „ Powstania Józefowskiego” czy „Zamojskiego”, kluczowym dokumentem jest wspomniany już wyżej raport mjra Schwiegera dowódcy I Zmotoryzowanego Batalionu Żandarmerii . Batalion ten bowiem był główną siłą niemiecka w lutowych walkach z partyzantami a major dowódca i koordynatorem wszelkich innych poczynań, czy to policji, osadników czy innych oddziałów pomocniczych.
Już w pierwszym punkcie sprawozdania czytamy: „ W powstaniu tym na południu powiatu Zamość i na wschodzie powiatu Biłgoraj, wzięło udział około 700 – 800 uzbrojonych członków ruchu oporu. Ludność całego tego obszaru udzielała powstańcom pomocy”.
W zdaniu tym chodzi oczywiście o Rejon Józefowski AK / kryptonim Freblówka / , obejmował on bowiem poza wioskami gminy aleksandrowskiej wioski powiatu zamojskiego; Borowinę, Majdan Niepryski, Morgi, Górniki Szopowe i Wólkę Husińską a także wioski z rejonu tomaszowskiego takie jak Nowiny czy Majdan Sopocki, te bowiem oddzieliły się od rejonu Freblówka dopiero w II połowie 1943r./
Inny fragment raportu już wyraźnie i bez niedomówień określa, że : „ Centrum powstania, moim zdaniem , koncentrowało się w Józefowie lub Aleksandrowie. Duże siły wystawiły zapewne również miejscowości Zielone, Łuszczacz, Hamernia i Nowiny”.
Nawet tak znamienne zdanie, celowo chyba przez laty „niezauważane” wskazuje na rejon józefowski AK: cytuje „ Samo powstanie, jak wynika z 18 punktów tajnego rozkazu, było akcją przeciwko wysiedlaniu powiatu Zamość. Ponieważ komendant obwodu „Grzmot” mówi w pkt.18 / rozkazu / , że władze okupacyjne ukończyły akcję w powiecie Zamość z sukcesem, więc nasz obwód reaguje siłą – należy sądzić, że komendant obwodu pochodzi z powiatu Biłgoraj. Jego zwolennicy tylko w niewielkiej części są nie wysiedlonymi Polakami z terenów przesiedleńczych powiatu Zamość. Większość składa się zapewne z zamieszkałej tu polskiej ludności tego terenu. Przy czym rozległe, nieprzejezdne i trudno dostępne tereny leśne na tym obszarze dawały powstańcom silne zaplecze, zarówno w trakcie , jak o podczas samej akcji”.
W akapicie tym pada wprawdzie pseudonim dowódcy BCH powiatu Tomaszów „Grzmota” i wspomniany jest jego 18 punktowy rozkaz, jednak dalsza treść a szczególnie wskazanie lesistej części powiatu Biłgoraj jest niezaprzeczalne i niepodważalne.
Historię Zamojszczyzny okresu okupacji hitlerowskiej w przeszłości ale także i obecnie czytamy oczyma prof. Jerzego Markiewicza, który jako pierwszy tak szczegółowo opisał czyn zbrojny i martyrologię Zamojszczyzny.
Pamiętać jednak należy, ze publicystyka jego odbywała się w określonych warunkach politycznych i aby publikacje mogły się ukazać musiały zawierać często treści, niekoniecznie zakłamane ale jednak wskazujące na „słuszną lub tolerowana stronę”.
Stąd wiele wyolbrzymień w działaniach oddziałów AL, sowieckich a także BCH.
Od lat powtarza się stały schemat; bohaterskie bitwy pod Wojdą, Zaborecznem i Różą – tu bowiem walczyły oddziały BCH i sowieckie i cisza na temat bitew bardziej krwawych stoczonych przez oddziały AK pod Długim Katem, Górnikami ,Szopowym , Hamernią czy Lasowcami.
W artykule z 2008 roku pragnąłem zwrócić na to uwagę – z jakim skutkiem? A no nadal gazety piszą o Wojdzie, Zaborecznem i Róży. Równowagi nikt nawet nie usiłuje zachować!

W przeddzień kolejnych obchodów 69 rocznicy Józefowskiego Powstania.

19.01.2012. Zygmunt Puźniak

Dla zainteresowanych załączam tekst  Sprawozdania mjra Schwiegera:

I ZMOTORYZOWANY BATALION ŻANDARMERII
Obecnie Zamość , dnia 16 II 1943 r.

SPRAWOZDANIE WYWIADOWCZE O POWSTANIU POLAKÓW W POWIECIE ZAMOŚC NA POCZĄTKU LUTEGO 1943 R.

1/ W powstaniu tym na południu powiatu Zamość i na wschodzie powiatu Biłgoraj, wzięło
udział około 700 – 800 uzbrojonych członków ruchu oporu. Ludność całego tego obszaru
udzielała powstańcom wszelkiej pomocy. Wszystkie zaangażowane siły stwierdzają stale,
że powstańcy mają dowództwo wojskowe. Na podstawie ogólnego zachowania się poszczególnych formacji powstańczych można również stwierdzić, że jednostki były po wojskowemu podzielone i odpowiednio wprowadzone do akcji. Rozkaz powiatowego komendanta ruchu oporu z 3.I. 1943r, który mówi o 8 kompaniach, jest zapewne zgodny z rzeczywistością.
Tak więc ruch oporu zbudował organizację wojskową na wzór piechoty. Grupy złożone są
z 1 dowódcy i zwykle 10 szeregowców. Wszyscy członkowie grupy pochodzą z jednej miejscowości lub najbliżej z nią sąsiadujących okolic. Grupy mają się same uzbroić, utrzymać broń w porządku i ukrywać ją. Przeprowadzono także ćwiczenia z bronią i w strzelaniu. Grupy łączono w plutony, a te w kompanie. Dowódców dostarczyła pozostała jeszcze na tym obszarze polska inteligencja / nauczyciele, lekarze, personel leśny, właściciele majątków, administratorzy, urzędnicy itd./ oraz starzy żołnierze zawodowi byłej armii polskiej.
Gdy właścicieli majątków w większości zastano w czasie działań w ich majątkach, to prawie wszyscy polscy nauczyciele znikli. Wynika z tego, że wojskowa organizacja ruchu oporu już od dłuższego czasu rozbudowywana była potajemnie w tych okolicach. Świadczy o tym również zwartość jednostki liczącej setki ludzi.
Bardzo znamienny jest fakt, że ani agentom gestapo, ani nikomu spośród całej policji polskiej i ukraińskiej nie udało się nic konkretnego o tym ustalić przed powstaniem. Tylko wachmistrz policji ochronnej Dunnbier z 5 komp. II bat. 25 pułku policji zdołał zdobyć interesujący materiał.
Nasuwa się stąd wniosek, że występujące tutaj w powstaniu wojskowe organizacje ruchu
oporu istnieją również w pozostałych częściach tutejszego powiatu. Należy przypuszczać, że jednostki bojowe ruchu oporu istnieją równie z w innych powiatach graniczących z powiatem zamojskim.
Centrum powstania, moim zdaniem, koncentrowało się w Józefowie lub Aleksandrowie.
Duże siły wystawiły zapewne również miejscowości Zielone, Łuszczacz, Hamernia i Nowiny.
Jeżeli jeszcze uda się stwierdzić, z jakich wsi pochodzili polegli powstańcy, których potem pochowano, będzie można wyciągnąć wnioski co do ich wsi rodzinnych. Tak np. ustalono, że powstańcy zastrzeleni na wzgórzu 270 na północ od Hamerni pochodzili z Hamerni. Zostali oni również przez swych bliskich pochowani. Jeśli następnie ustali się, które to gminy i wsie oznaczono dużymi literami pod cyfrą 4 tajnego rozkazu z 3 I 1943 dla 8 kompanii, to będziemy znali cały obszar tego ruchu powstańczego. Trzeba by również rozszyfrować osoby oznaczone pseudonimami pod cyfrą 3 i pod cyfrą 7 tego rozkazu.
Uzbrojenie powstańców jest przestarzałe. Pochodzi ono, moim zdaniem, z pozostałych zasobów wojska polskiego, które ludność ukryła przy rozwiązaniu oddziałów polskich w okolicy Tomaszowa. Nowej broni prawie nie znaleziono, podobnie i nowej amunicji. Granaty ręczne były polskiego pochodzenia.
Szkolenie powstańców odbywało się prawdopodobnie w soboty i niedziele, częściowo wykorzystywano zebrania z okazji niedzielnych nabożeństw. W lasach i w pobliżu wsi znajdowały się zapewne place ćwiczebne i miejsca zbiórek, przypuszczalnie istniały też kryjówki broni. Takich kryjówek nie udało się jednak znaleźć.
Powstańcy nosili swe chłopskie ubrania. Nie ustalono żadnych odznak rozpoznawczych czy opasek. Zabici nie mieli przy sobie dowodów osobistych. Zeznanie pozostałej części ludności, jakoby bandyci mówili po rosyjsku było umyślnym wprowadzenie w błąd.
Moim zdaniem nie było ani jednego bolszewika między powstańcami, lecz prawdopodobnie kilku francuskich jeńców wojennych, Pewien ujęty dowódca grupy z Mołożowa, powiatu hrubieszowskiego, zeznał, że członkowie wojskowej organizacji witali się i odpowiadali hasłem „Walka” i „Wolność”.
W leśniczówce Fryszerka widziałem bandę złożoną z około 25 – 30 ludzi, którzy nosili po większej części mundury koloru khaki byłej polskiej armii, dwóch miało na sobie polskie uniformy policyjne. Pewnego dnia 6 powstańców w Jenderkach wystąpiło w niemieckich mundurach policyjnych. Do transportu używano konnych zaprzęgów z wozem lub saniami.
Sygnałów w czasie walki prawie nie stwierdzono, raz tylko – w bitwie koło Łuszczacza – została wystrzelona zielona rakieta. W Walce leśnej na północ od Hamerni dowódca dawał sygnały gwizdkiem. Gdy jeden samochód ciężarowy z mojego plutonu motocyklistów został zaatakowany przez bandytów, jeden koniec drogi został zamknięty ogniem lekkiego karabinu maszynowego, a drugi zatarasowany nadjeżdżającym wozem konnym: furman zostawił naładowany wóz na środku drogi, sam zaś uciekł z końmi.
W czasie walki powstańcy nie oszczędzali amunicji, na ogół jednak strzelali źle, a zwłaszcza za wysoko. Przy każdym energicznym ataku zawsze ustępowali, nawet przed silami liczebnie mniejszymi, a przy powolnych i niezbyt energicznych atakach utrzymywali swe stanowiska.
W lesie, dzięki swej ruchliwości, znajomości miejsca i terenu, mieli przewagę, gdy ich jednak przyłapywano w budynkach, byli prawie zawsze niszczeni bez reszty. Rannych i zabitych – gdy to było możliwe – zabierali natychmiast i odwozili na tyły. Miejscowa ludność, która miała nieczyste sumienie, na widok ekspedycji zawsze uciekała. Ucieczka następowała zwykle na okrzyk : „Niemcy”, „Niemcy”. Jeśli te koła ludności oświadczają dziś ,że nie znają powstańców, to tają umyślnie to, co wiedzą. Moim zdaniem, cała ludność tego obszaru wie coś o tej wojskowej organizacji ruchu oporu.
Powstańcy byli informowani przez ulotki i ustną propagandę. Mieli i mają do dyspozycji
całą polską sieć telefoniczną. Wszyscy urzędnicy i pracownicy pocztowi i kolejowi należą według mnie do ruchu oporu. Łączności radiotelegraficznej – jak się zdaje – powstańcy nie używają.
Samo powstanie, jak wynika z 18 punktów tajnego rozkazu, było akcją przeciwko wysiedlaniu powiatu Zamość. Ponieważ komendant obwodu „Grzmot” mówi w pkt.18
/ rozkazu /, że władze okupacyjne ukończyły akcję w powiecie Zamość z sukcesem, więc nasz obwód reaguje na to siłą – należy sądzić, że komendant obwodu pochodzi z powiatu
Biłgoraj. Jego zwolennicy tylko w niewielkiej części są nie wysiedlonymi Polakami z terenów
przesiedleńczych powiatu Zamość. Większość składa się zapewne z zamieszkałej tu polskiej ludności tego terenu. Przy czym rozległe, nieprzejrzyste i trudno dostępne tereny leśne na tym obszarze dawały powstańcom silne zaplecze, zarówno w trakcie przygotowania, jak i podczas samej akcji.
2/ Polska policja na tym obszarze, według mnie, całkowicie zawodzi. Jest niemożliwe, by ani jeden polski policjant nie zauważył nic z przygotowań do powstania. Sądzę raczej, że ludzie ci częściowo aktywnie współdziałali. Jako szczególnie niepewnych uważam wciąż jeszcze istniejących polskich oficerów policji. Polskich oficerów policji należy z tego terenu wszystkich bez wyjątku usunąć. Są oni według mnie wszyscy zupełnie zbędni i można by zatrudnić ich w Rzeszy przy czymś innym. Polscy policjanci, jeśli mają być niezależni, powinni być bezwzględnie lepiej sytuowani materialnie. Przy obecnym ich uposażeniu
skazani są na dobrowolne datki ludności albo na przemyt, paskarstwo albo łapówki. Do zwalczania polskiego ruchu powstańczego nie nadają się w żadnym wypadku. O ile wiem,
zaangażowane w terenie operacyjnym polskie siły policyjne w czasie akcji nie osiągnęły
żadnego sukcesu.
3/ Należy wzmocnić na tym obszarze odosobnione jednostki żandarmerii. Istniejącymi siłami patrole żandarmerii nie są prowadzić pracy wywiadowczej. Żandarmi w wieku ponad 50 lat też nie nadają się już do pracy na tym terenie. Trzeba ich zastąpić siłami młodszymi, które sprostają ciężkim wymaganiom służby w terenie. Na dowódców posterunków nadają się tylko młodsi podporucznicy żandarmerii lub młodzi, ale energiczni wachmistrze żandarmerii.
4/ Przy wszystkich operacjach zawsze stwierdzałem, że ani w miastach, Ania na wsi nie przeprowadza się energicznej i ostrej kontroli ruchu drogowego. Ani razu nie byłem zatrzymany nocą przez niemiecka policję. Jeśli pełniąca służbę policja porządkowa nie przeprowadza planowo i wszędzie tych kontroli, to nie da się przerwać ruchu nocnego, a także nielegalnego ruchu dziennego. W tym celu należy dostarczyć posterunkom potrzebne środki transportu i materiał pędny. Organy zwierzchnie powinny także zapewnić nadzór nad przeprowadzaniem kontroli drogowych.
5/ Siły operacyjne powinny planowo i stale przeszukiwać duże lasy. Ponieważ policja porządkowa jest obecnie do tego za słaba, konieczne jest wsparcie przez wojsko. W tym celu należałoby przerzucić na teren powstania co najmniej 4 – 5 kompanii wojska. Już sama obecność wojska paraliżuje myśl o powstaniu. Przez ćwiczenia oddziałów w lasach utrudni się lub całkowicie uniemożliwi koncentrację sił przeciwnika na tym terenie.
6/ Policja bezpieczeństwa ma na tym terenie za mało sil. Należy ja, moim zdaniem, znacznie wzmocnić. System posługiwania się agentami zawiódł. Tutaj nadają się tylko tacy polscy agenci, którzy z przyczyn osobistych pracują przeciwko ruchowi oporu. Należy wprowadzić większą liczbę agentów Volksdeutschów i Ukraińców oraz tych spośród Polaków, którzy chcą zostać Niemcami. Zbyt słabo jest przy tym wykorzystywana walka narodowościowa między Polakami i Ukraińcami.
Materiał informacyjny należy zbierać szybko. Rozpoznanie musi być takie, by zaraz po nim nastąpić mogła akcja. Stale należy mieć w pogotowiu siły rezerwowe na operacje specjalne.
Materiał informacyjny o naszych przeciwnikach w GG wykorzystuje się obecnie w wielu
miejscowych urzędach. Według mnie konieczne jest, by cały ten materiał zbierał i wykorzystywał jeden urząd centralny. Wyniki analizy będzie można wówczas udostępnić możliwie często wszystkim posterunkom. Granice powiatów i dystryktów tworzą obecnie – moim zdaniem – przeszkody pod każdym względem. Rozpoznanie terenów niebezpiecznych można wesprzeć przez wprowadzenie samolotów.
7/ Pod względem propagandowym, jak sądzę, poświęca się ludności polskiej zbyt mało uwagi Z pomocą gazet, odezw, plakatów oraz zebrań wiejskich trzeba ją wciągać do współpracy i wpajać jej zrozumienie dla obecnego położenia Europy.
Jeżeli ludność w niektórych miejscowościach dość aktywnie występuje przeciw działalności band, to jest to, twierdzę, wynik zręcznie przeprowadzonej na miejscu propagandy niemieckiej. Wszystkie niemieckie urzędy w GG powinny otrzymywać stale jednolite instrukcje w sprawie tej działalności propagandowej.
8/ Tam, gdzie istnieją już lub mają powstać osiedla Volksdeutschów, trzeba odpowiednio przeszkolić straż wiejską, by stała się silną miejscową jednostką samoobrony. Tę pracę szkoleniową może prowadzić policja porządkowa.
9/ Wstępnym warunkiem operacji są dobre mapy. Stwierdzałem niejednokrotnie brak takich map. Powinno się mieć do dyspozycji mapy łowieckie dużych lasów w skali co najmniej
1 : 25000. Władze zwierzchnie muszą stale dążyć do tego, by mieć konieczny materiał kartograficzny.
19/ Jako środek zapobiegawczy powinno się zawsze stosować przesłuchania i rewidowania podejrzanych osób. Na obszarach objętych powstaniem należałoby wezwać i ostrzec całą polską inteligencję. Koła te należy stale niepokoić dorywczymi przesłuchaniami. Administracja szkolna i leśnictwa w południowej części dystryktu powinny wezwać do powrotu zbiegłe siły polskie. Kto nie powróci, jest podejrzany o udział w powstaniu.
Znaczna część Polaków zatrudnionych w niemieckich urzędach jest niepewna i swoją działalność wykorzystuje przeciw nam. Dlatego siły te należy stale nadzorować.

Rozdzielnik […].
( – ) SCHWIEGER
Major żandarmerii i dowódca batalionu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s