POWSTANIE JÓZEFOWSKIE

POWSTANIE JÓZEFOWSKIE

1 lutego 1943 roku partyzanci Batalionów Chłopskich stoczyli pod Zaborecznem bitwę z wojskami Niemieckimi w obronie wysiedlanej ludności.
Jej echa dotarły także do Józefowa.
W dniu 2 lutego zwołana została narada dowództwa rejonu józefowskiego z udziałem ppor. ”Orszy”z Komendy Obwodu. W trakcie narady przyszła wiadomość o walkach toczonych przez partyzantów pod Różą a więc w bezpośrednim sąsiedztwie. Wiadomość ta wywołała wielkie poruszenie. Postanowiono ruszyć walczącym na pomoc.
Po dokonaniu szybkiej mobilizacji sił i z Józefowa wyruszył, silny, dobrze uzbrojony oddział liczący około 200 partyzantów.
Partyzanci józefowscy nie zdążyli jednak dotrzeć z pomocą przed zakończeniem walki pod Różą. Skierowali więc swoje uderzenie na Krasnobród, opanowując miasteczko.
W miejscowym Urzędzie Gminy zniszczono dokumenty dotyczącą zdawanych kontyngentów oraz rozbito urządzenia łączności w Urzędzie Pocztowym. Po odebraniu alarmujących wieści o gromadzeniu się znaczących sił niemieckich na stacjach kolejowych w Zwierzyńcu, Długim Kącie, Suścu i Bełżcu i możliwości ich użycia do działań w rejonie Józefowa, Konrad Bartoszewski zarządził koncentrację sił partyzanckich z całego rejonu, wyznaczając jej miejsce pod tzw. Winiarczykową Górę, położoną za opłotkami miasteczka, gdzie stawiło się około 400 ludzi.
Wyposażenie, stan uzbrojenia oraz atmosferę panującą wśród zgromadzonych przedstawił Zbigniew Jakubik w książce Czapki na bakier: „…Oddział, który przyprowadził „Wraga”, liczy około 100 żołnierzy. Są to mieszkańcy Brzezin, Tarnowoli i Górecka. Żołnierze uzbrojeni są w kabeki, w granaty, niektórzy w broń krótką. Koce, ładownice, wypchane chlebaki lub bojowo skrzyżowane na piersiach taśmy z amunicją uzupełniają osobisty ekwipunek partyzantów. Oddział wyposażony jest również w broń maszynową. Kilkunastu żołnierzy dźwiga mniej lub bardziej zniszczone, przedwojenne erkaemy. Większość partyzantów nosi cywilne lub półcywilne ubrania, wszyscy niemal – przedwojenne polówki z orzełkami. Rozpiętość wieku nowo przybyłych nasuwa podejrzenie, że Wraga przyprowadził wszystkich posiadających broń mieszkańców podległych mu wsi. Krótka rozmowa z przybyłymi żołnierzami potwierdza w pełni ten domysł. W wioskach pozostali tylko ci, którzy albo broni nie posiadali albo nie umieją się z nią obchodzić.
Nim przygasło podniecenie spowodowane przybyciem oddziału Wragi, skrzyp san, tupot kopyt i brzęk uprzęży sygnalizują przyjazd nowej grupy. Po długiej chwili męczącego oczekiwania na polanę wpadają kolejno sanie oblepione uzbrojonymi żołnierzami. Po kilku
dalszych sekundach ppor. War melduje młodemu B. przybycie na miejsce koncentracji wszystkich plutonów placówki aleksandrowskiej.
Oddział z Aleksandrowa jest prawie tak liczny jak oddział Wragi. Żołnierze Wara są nieco lepiej uzbrojeni, mniej napotyka się tu również stuprocentowych cywilów. Przeważają pół- i ćwierć-cywilne ubrania, polówki z orzełkami i wojskowe płaszcze. Przytłaczająca większość żołnierzy to młodzi mężczyźni, którzy odbyli przed wojną służbę wojskową.
Gdy po pewnym czasie przybywa oddział jakiegoś tajemniczego Boba czy Bobra, na polanie robi się ciasno jak na józefowskim rynku w poniedziałek. Nowo przybyli żołnierze roztarasowują się między drzewami i na skraju leśnej linii. Mimo surowego rozkazu
zachowania bezwzględnej ciszy polana pulsuje życiem. W powietrzu unosi się jednostajny, przytłumiony, nieartykułowany szum, charakterystyczna mieszanina gwaru rozmów, tupotu butów, skrzypu płóz, parskania koni, chrzęstu pojazdów, broni, zwierząt i ludzi robi potężne wrażenie, budzi podziw i zmusza do szacunku.”
Relację o walkach józefowskiego zgrupowania partyzanckiego w lutym 1943r. opisał z kolei Konrad Bartoszewski w artykule: „ W obronie zagrożonej ludności”. Zamieszczona ona została w szerszym opracowaniu: „ Zamojszczyzna w okresie okupacji hitlerowskiej. Relacje wysiedlonych i partyzantów. Warszawa 1968r./, przytaczam ją w obszernych fragmentach: „ … Dzień 2 i 3 lutego minął spokojnie. Dopiero 4 lutego nad ranem zostałem zaalarmowany wiadomością, że od strony Zwierzyńca jadą samochody. Poleciłem drużynom wyjść z miasteczka na ustalony plac zbiórki. Kiedy tam przybyłem, zastałem nie tylko drużyny w komplecie, ale także pokaźną ilość ochotników. Konspiracja ostatecznie przestała istnieć.
Posłałem ludzi po broń do pobliskich magazynów i gońców do „Selima” i do „Orła” /Władysław Przech / do Aleksandrowa , wyznaczając im miejsce spotkania pod Winiarczykową Górą. W tym czasie samochody przejeżdżały przez Józefów. Część z nich zatrzymała się w miasteczku, reszta pojechała w kierunku Hamerni. Ci, którzy wyładowali się w Józefowie ruszyli obławą w kierunku Majdanu Nepryskiego. Wszystko wskazywało na to, że obława ruszyła od traktu Zwierzyniec – Hamernia w kierunku wschodnim. Na skutek tego kompania „Kuby” została odcięta. Na taki wypadek przewidziane były dwa warianty umożliwiające dołączenie do nas tego oddziału. Trudno jednak było przewidzieć, który z nich wybierze „Kuba”, było to uzależnione od sytuacji, jaka się wytworzy. Obserwując z góry przez lornetkę Niemców stwierdziłem, że był to Wermacht.
W niedługim czasie po przybyciu pod Winiarczykowi Górę dołączyła do nas kompania „Selima”, w niespełna godzinę potem kompania aleksandrowska dowodzona przez „Wara”.
Tymczasem od strony Senderek dobiegały odgłosy walki. Strzelanina wzmagała się. Ktoś informował, że poprzedniego dnia stacjonował w miejscowości Lasowe jakiś oddział.
W tej sytuacji trzeba działać. Rano tego dnia dołączyło do nas kilku żołnierzy z oddziału BCH z Zamojskiego, którzy mówili o trudnej sytuacji, w jakiej tam znalazły się walczące oddziały. Przypuszczaliśmy, że to jeden z nich znalazł się w miejscowości Lasowe.
Było nas około 400. Podzieliłem całe zgrupowanie na 3 kompanie. Pierwszą dowodził „War”, drugą „Selim”, trzecią „Bob”, dowódca małego oddziału dywersyjnego obwodu biłgorajskiego, który stacjonował w tym czasie w Aleksandrowie i przybył razem z kompanią aleksandrowską. Z 3 kompanii wydzieliłem jeden pluton, który umieściłem na saniach i ruszyłem z nim naprzód, pozostawiając dowództwo nad resztą oddziału „Warowi”; poleciłem mu maszerować jak najszybciej za mną w ogólnym kierunku na Lasowe, unikając jednak po drodze osiedli. Sam przejechałem przez Majdanek Kasztelański i wjechałem na drogę prowadzącą do miejscowości Lasowe. Była to właściwie linia leśna, biegnąca prostopadle do traktu Zwierzyniec – Józefów. Sto metrów przed miejscem przecięcia się jej z traktem zatrzymałem pluton i wysłałem patrol na skrzyżowanie. Patrol był wzmocniony obsługą rkm-u. Zaledwie ubezpieczenie dotarło do ostatnich sosenek przed skrzyżowaniem, a już jeden z żołnierzy wracał biegiem z powrotem. Domyśliłem się, że muszą być tam Niemcy.
Pluton zeskoczył z sanek i dwójkami, płytkim rowkiem biegnącym wzdłuż drogi, ruszyliśmy ku traktowi. Nadbiegający żołnierz z patrolu zameldował, że na trakcie są dwa samochody pełne Niemców. Pobiegłem naprzód, żeby zorientować się w sytuacji. Byłem już niedaleko, kiedy zaterkotał rkm naszego patrolu i natychmiast odpowiedzieli mu Niemcy. Pociski przydusiły nas na chwilę do ziemi. Trzeba było teraz skokami posuwać się naprzód. Kiedy dotarłem do patrolu, mogłem zorientować się w sytuacji. Erkaemista wyjaśnił, że Niemcy go dostrzegli i musiał otworzyć ogień. Nie było czasu na roztrząsanie tego faktu. Sytuacja nie była dobra. Droga w kierunku Zwierzyńca w miejscu tym przebiegała prze niewielkie wzgórze i Niemcy zajęli stanowiska właśnie na jego grzbiecie. Mieli lepszą pozycję oraz przewagę liczebną i ogniową nad nami. Zdawałem sobie sprawę, że dopóki nie dołączy „War” z resztą oddziału, niewiele będziemy mogli zdziałać. Można było wprawdzie obejść pozycje niemieckie z lewej strony, ale teren był tu odkryty i rzadki brzozowy młodniak nie dawał żadnej osłony. Na szosie pośrodku stały dwa samochody, przypuszczalnie uszkodzone już naszym ogniem. Skoro Niemcy nie wycofali się w stronę Zwierzyńca, to z pewnością musieli liczyć na nadejście pomocy. W tym celu wystrzeliwali co pewien czas rakiety.
Byłem przekonany, że za pół godziny winien nadciągnąć ”War” z resztą oddziału. Sądziłem bowiem, że o ile nie szedł nawet ta samą drogą, to musiał słyszeć strzały, po których mógł zorientować się, gdzie jesteśmy i w jakiej sytuacji. Na razie poleciłem dwóm drużynom obejść z lewej strony wzgórza i związać Niemców bocznym ogniem. Liczyłem na to, że „War” przeszedł już trakt Zwierzyniec – Józefów wcześniej, bliżej Józefowa, i wejdzie do akcji po prawej stronie szosy.
Tymczasem trwała wymiana ognia. Jedna z drużyn nacierających z lewej strony dotarła tak blisko do stanowisk niemieckich, że Władek Bury granatami zmusił do wycofania się obsługę karabinu maszynowego na drugą stronę do lasu. Dalsze jednak posuwanie się tych drużyn było ryzykowne. Nie widziałem potrzeby ponoszenia strat w ludziach. Zatrzymałem wie obie drużyny na dogodnych dla nich stanowiskach. Przez dalsze pół godziny trwała wymiana ognia.
Wzdłuż szosy biegł tor kolejowy. W pewnym momencie nadjechał nim od strony Zwierzyńca pociąg złożony z kilku wagonów. Kiedy mijał nas, padły strzały. W pociągu musieli więc być Niemcy. Nie wiedzieliśmy, czy nie przybył tu na skutek wystrzeliwanych rakiet i nie zatrzyma się za nami, wówczas mielibyśmy Niemców i z tyłu. Sytuacja stawała się dla nas bardzo niekorzystna. „War” powinien był do tej pory już nadejść. Jeśli nie przybył, świadczyć to mogło jedynie o tym, że źle ustalił miejsce naszej walki i poszedł wprost na Lasowe. Rkm-om zaczęło brakować amunicji. Nie pozostawało nic innego jak wycofać się.
Bez trudności oderwaliśmy się od nieprzyjaciela i okrężną drogą przez stację Krasnobród maszerowaliśmy w kierunku Senderki – Lasowe.
W Senderkach byliśmy już o zmroku i tu zastaliśmy „Wara”. Wrócił właśnie niedawno z miejscowości Lasowe. Znalazł tam już tylko poległych z oddziału AK „Podlaskiego”, którego Niemcy w miejscowości Lasowe zaskoczyli. „War”, jak przypuszczałem, źle ustalił miejsce naszego starcia i był przekonany, że natknęliśmy się na Niemców już pod miejscowością Lasowe.(…)
8 lutego doszły do nas pierwsze niepokojące wieści o niespotykanej dotychczas koncentracji Niemców. Wszystkie wsie otaczające nasz kompleks leśny zostały obsadzone przez Wermacht i żandarmerię. Byli w Łukowej, Aleksandrowie, Brzezinach, Górecku, Józefowi  i Hamerni. Z nieścisłych meldunków należało oceniać siły nieprzyjaciela na około 2500 ludzi.
W warunkach zimowych, przy naszym niedostatku amunicji, trudno było podjąć skuteczną walkę otwartą. Byłoby to wbrew podstawowym zasadom walki partyzanckiej.
Dopuszczając możliwość przeprowadzenia przez Niemców działań rozpoznawczych na las,
9 lutego nad ranem zajęliśmy stanowiska na zasadzce pod Hamernią u wylotu drogi z Borowca do Hamerni. W zasadzce wzięły udział kompanie „Kuby” i „Selima”, pluton józefowski, oddział radziecki „Miszki-Tatara” i grupka „Tarana” z oddziału „Podlaskiego”. Niestety, Niemców było we wsi sporo, ale do lasu się nie kwapili. Ponieważ byli już tam od dnia poprzedniego, stanowiło to jeszcze jeden dowód, że przygotowują się starannie do akcji na las i wejdą do niego koncentrycznie ze wszystkich stron. Jeszcze raz przeanalizowaliśmy sytuację i doszliśmy do wniosku, że w takich warunkach nie możemy przyjąć walki. Nie dawała ona żadnych szans powodzenia, a musiałaby pociągnąć za sobą duże straty. Było nas wówczas około 300 ludzi, gdyż już wcześniej trzeba było zredukować stany kompani ze względu na brak amunicji. Po naradzie zdecydowaliśmy, że przeprowadzimy dalszą demobilizację i w lesie pozostanie jedynie około 100 ludzi dobrze uzbrojonych, w pierwszym rzędzie, ci którzy mieliby trudności z przedostaniem się do swoich wsi. Pozostali mieli udać się do domów i tam czekać na rozkazy. Gdyby to było niemożliwe lub zaistniały jakiekolwiek trudności, mieli wrócić do oddziałów. Jak się później okazało, wszyscy szczęśliwie dotarli do swoich wsi, gdzie Niemców już nie buło, gdyż pociągnęli do osiedli położonych w pobliżu lasu.
Z 9 na 10 lutego w nocy z resztą oddziału podciągnąłem po sam Józefów. Tu zajęliśmy stanowiska w niewielkim zagajniku, który przylegał do zabudowań Pardysówki Małej łączącej się z Józefowem, stanowiącej jak gdyby jego przedmieście. Byliśmy przekonani, że Niemcy nie będą przeczesywać tego mizernego skraweczka lasku.
Tak się stało. Rano, leżąc przy posterunkach ubezpieczających nasze stanowiska, mogłem obserwować kompanie niemieckie wchodzące do lasu. Z Józefowa wyszło około 500 Niemców i rozdzieliwszy się na mniejsze grupy weszło do lasu. Podobne grupy, jak się później okazało, weszły również od strony Hamerni, Osuch, Borowca. Była to pierwsza na większą skalę przeprowadzona akcja na las. Nas mógł zdradzić tylko przypadek, ale i wtenczas mieliśmy większą swobodę manewrowania, będąc na obwodzie dużego jeszcze pierścienia (…)” / W 1996 roku w książce Wir. Relacje. Wspomnienia. Opracowania. Pod redakcją Ireneusza Cabana, zamieszczona zastała, znacznie poszerzona, napisana w latach późniejszych, relacja o tych samych wydarzeniach /.
W relacji tej wspomniane jest, że śpieszące na miejsce koncentracji oddziały kompanii „Kuby” napotkały na swej drodze pierścień obławy niemieckiej i w rejonie Długiego Kąta
doszło do krwawej potyczki.
Przebieg tamtych wydarzeń najlepiej oddaje relacja Franciszka Mielniczka ps.Jeż / zastępca „Kuby” a po jego aresztowaniu dowódca kompanii/: „ Noc z 3 na 4 luty 1943 r. niczym nie różniła się od poprzednich, wzmocnione warty i gońcy czuwali.
Przed świtem przechodzę przez wieś – cisza i spokój w okolicy. Przejmujące zimno, dla rozgrzewki wstąpiłem do domu i zdrzemnąłem się. Zbudził mnie energicznie ojciec – goniec do ciebie z Borowiny. Podchodzi do mnie żołnierz z drużyny Kruka / kpr. Stanisław Świst /. Ciężko oddycha zmęczony biegiem na przełaj po głębokim śniegu; – kilkanaście samochodów z Niemcami pojechało do Józefowa – melduje goniec.
Wybiegam na dwór, od strony Józefowa słychać już strzały. Udaję się więc do najbliższego gońca Edzia Grochowicza i wysyłam go z meldunkiem do d-cy plutonu „Jastrzębia” w Długim Kącie. Biegnę do kaprala Józefa Grochowicza /inwalida z wojny 1939r/, ten już zaprzęga konia do sanek i ładuje broń maszynową. Wracam do domu, matka wciska mi do kieszeni zawiniątko z żywnością, siostra Bronka z bratem Antkiem, przynoszą z podręcznej kryjówki rkm o KB, amunicję, granaty. Chwytam rkm, brat KB z torbą amunicyjną. Na ganku stoją rodzice, siostra, brat i bratowa; widzę łzy w oczach matki – czy się jeszcze zobaczymy?
Wybiegam z bratem na ulicę, na wsi czuje się ruch. Od strony Józefowa słychać warkot motorów i serie broni maszynowej. Jest bardzo słaba widoczność, gęsta mgła. Przechodzimy tor kolejowy i idziemy w stronę Patok na plac alarmowy plutonu majdańskiego.
Niedaleko od nas , na przełaj przez pola, jadą sankami najbliżsi sąsiedzi Józef Grochowicz i bracia Władysław i Józef Buczkowscy. Popędzają szkapiny, lecz stare konisko przed Niemcami uciekać nie chciało, a i bata się nie bało.
Zmęczeni przybywamy z bratem na plac alarmowy plutonu. Jest tu już sporo ludzi i ciągle
przybywają następni. Formuję pluton. Podchodzi do nas „Orsza”, komend.Obwodu Biłgoraj / Józef Gniewkowski/ melduję, że kompania nasza zbiera się na punkcie alarmowym w lesie przy koloni Pastuszków. Maszerujemy do nich.
Widoczność jest w dalszym ciągu słaba, gęsta mgła przesłania wszystko. Od strony Majdanu Nepryskiego słychać strzały. Po półgodzinnym marszu przybywamy na kolonie Pastuszków. Zastaliśmy tu gromadę żołnierzy, którzy prowadzą mnie z komendantem „Orszą” na kwaterę, gdzie przebywa d-ca kompanii „Kuba” i d-cy plut. „Jastrząb” i „Gustaw”.
Krótka narada – „Kuba” proponuje uderzenie na Majdan, „Orsza” i d-cy plutonów są innego zdania. Nie mamy rozeznania co do sił wroga, żołnierze nasi to w większości młodzi chłopcy nie obeznani dostatecznie z bronią i walką, a co najważniejsze to niepewna amunicja przechowywana parę lat w prymitywnych warunkach.
Postanowiono przebijać się poprzez Czarny Las i Kalinę w stronę wsi Hamernia, następnie w lasy nad Sopotem. Oddział nasz liczący około 180 ludzi rozwinięto w tyralierę i w szyku tym posuwaliśmy się w stronę wsi Długi Kąt. Od strony pól Majdanu Nepryskiego słychać strzały, to Niemcy szli w kierunku wsi Górniki. Mijamy koniec wsi Długi Kąt, przechodzimy drogę tomaszowska w kierunku na tor kolejowy
I las Kalina. Lewe skrzydło kompanii weszło w las z kierunku na tor, prawe natomiast, idące w pobliżu wsi i szosy tomaszowskiej, zetknęło się niespodziewanie z idącą w naszą stronę tyralierą niemiecka.
Nastąpiła gwałtowna walka ogniowa. Kompania z okrzykiem poderwała się do przodu i znowu mocna strzelanina, wybuchają granaty. Nasz gwałtowny ogień przytłumił Niemców do ziemi i zmusił do cofnięcia się. Posuwamy się znowu do przodu. W grupie prawoskrzydłowej d-ca kompanii „Kuba” z chłopcami z Majdanu, prowadząc silny ostrzał, powstrzymuje natarcie niemieckie, zmierzające do odcięcia nam drogi w stronę lasów.
Padł tu Władysław Buczkowski, który klęcząc, zza drzew, zawzięcie ostrzeliwał Niemców.
Widząc to jego sąsiad Józef Grochowicz, doczołgał się do rannego kolegi, wziął na plecy i zaczął nieść. Seria Niemca, padają obydwaj, by więcej już nie wstać.
Prowadząc ostrzeliwanie przechodzimy tory, docieramy lasem w pobliże gościńca wiodącego do stacji Długi Kąt do wsi Hamernia.
Nadjeżdżają tu wprost pod lufy mego plutonu dwie ciężarówki z Niemcami. Serie z kilku rkm i kilkunastu KB osadzają budy na miejscu. Z samochodów wyskakują Niemcy, padają do przydrożnego rowu i ostrzeliwując z broni maszynowej wycofują się do stacji Długi Kąt.
Przypomina mi się epizod z tej walki: – Parę kroków ode mnie leżał za sosna i zawzięcie ostrzeliwał „budy” Władek Marzec z Majdanu, nagle krzyknął – Franku dostałem. Gdzie – pytam. Coś mnie trzepnęło tu – mówi – pokazując bok.
Wycofuje się ze stanowiska, z chlebaka wypełnionego amunicją i żywnością zaczął wydobywać się żółty i czarny dym. Chłopiec zdenerwowany, chce szybko zdjąć chlebak lecz nie może. – Pomóż mu – krzyczę do mego brata Antka, lecz Władek wywijając naokoło siebie płonącym już jak pochodnia chlebakiem zerwał pasek i odrzucił od siebie – z chlebaka zaczęła wybuchać amunicja.
Wypełniony amunicją i żywnością chlebak żołnierski uratował chłopca.
Przedzieramy się nadal lasem w stronę Hamerni, ostrzeliwując się Niemcom będącym na prawym naszym skrzydle.
Kompania w zwartym już bardziej szyku mija lasem wieś Hamernię i obok kamieniołomów w Nowinach wchodzimy w bory nad Sopotem. Na razie jesteśmy bezpieczni. Dopiero teraz każdy poczuł zmęczenie. Bractwo poukładało się na śniegu i korzysta ze swej „żelaznej porcji”. Twarze poważne, każdy zdaje sobie sprawę, że podjęliśmy nierówną walkę, ze mamy ofiary./ Fr. Mielniczek ps. Jeż. Minęło już 30 lat. Nie publikowane./
W walce pod Długim Kątem polegli ponadto Jan Korzec ps.”Orzech” , Jan Grad, Podolak
Marcin, Podolak Józef, Podolak Jan, Mielniczek Adam.
Tragedia dotknęła także pluton ze wsi Górniki dowodzony przez Wojciecha Tytonia ps.Gustaw.                                                                                                                            Po opuszczeniu Górnik oddział, w miejscowości Kolonia Pastuszków, zatrzymał się na nocleg w zabudowaniach Kołciuków i tam został zaskoczony przez niemiecką obławę.
Podczas nierównej walki polegli: Wojciech Tytoń ps. ”Gustaw”, Tadeusz Marzec ps”Łoboda”, Józef Marzec ps”Bławat”, Bronisław Torba, Władysław Torba oraz Franciszek Pastuszek.
Tego samego dnia /5.II./ w okrążenie dostała się grupa partyzantów z miejscowości Szopowe, dowodzona przez Władysława Jarosza. Podczas próby wydostania się z okrążenia polegli: Władysław Jarosz, Jan Jasina,, Władysław Jasina i Stanisław Szopa.
Łącznie kompania „Kuby”w bitwie pod Długim Kątem i w lesie Kalina miała 14 zabitych i kilkunastu rannych. Straty niemieckie szacuje się na 25 zabitych i tyluż rannych.

Tragiczny los spotkał pod Lasowcami oddział „Podlaskiego”, któremu w cytowanej wyżej relacji szedł na pomoc „Wir”. Oddział zaskoczony przez Niemców został zdziesiątkowany i rozbity do tego stopnia, że praktycznie przestał istnieć.
Straty partyzantów poniesione w tej walce były ogromne: poległo 25 osób, 8 zostało ciężko rannych, a kilkudziesięciu lżej. Ponadto Niemcy zastrzelili 9 mieszkańców wioski Lasowe, za pomoc udzielaną „bandytom”, zaś wioskę doszczętnie spalono.

Straty poniósł także oddział „Wara”, który powracając po koncentracji do Aleksandrowa, w nocy 5 na 6 lutego dostał się w zasadzkę, podczas walki śmierć poniósł Szczepan Dziwura.

Dokonując oceny walk lutowych, należy stwierdzić, że osiągnęły one swój główny cel, gdyż Niemcy związani walką z oddziałami partyzanckimi, ograniczyli rozmach prowadzonej akcji wysiedleńczej na Zamojszczyźnie.
W działaniach józefowskiej partyzantki dało się jednak zauważyć zbyt dużo chaotyczności, improwizacji, a nade wszystko braku sprawnej łączności i wymiany informacji, co między innymi, było przyczyną śmierci tak dużej liczby partyzantów.
Mobilizacja ogłoszona przez dowództwo rejonu józefowskiego, z jednej strony uchroniła niewątpliwie wielu partyzantów przed aresztowaniem i represjami niemieckimi, z drugiej jednak spowodowała ich całkowitą dekonspirację, narażając tym samym zarówno partyzantów jak i ich rodziny na szykany ze strony wroga. Demonstracja tak dużych sił i ich udział w walce, ściągnęły także uwagę Niemców na teren rejonu józefowskiego.
Dobitnie wykazały to dalsze wydarzenia jakie rozegrały się w Józefowie i okolicznych wioskach.
Aresztowano i wywieziono do obozów tysiące ludzi. Podczas pacyfikacji wiosek śmierć poniosło dziesiątki ich mieszkańców. Rozstrzelano rodzinę Bartoszewskich.
Opisane to zostało w rozdziale o eksterminacyjnej polityce okupanta.

Przedwiośnie dla józefowskiej partyzantki zaczęło się także niezbyt fortunnie.
Ofiarą aresztowań przeprowadzanych przez Niemców, na podstawie donosów, padł 11.III.
1943r. Piotr Wasilik ps.”Kuba” i mimo próby odbicia dokonanej przez oddział „Korsarza”
wywieziony został do obozu w Zamościu a potem na Zamek w Lublinie.
Dzień wcześniej, 10.III., w zasadzce pod wsią Budzyń, poważnie ranny został Konrad Bartoszewski ps.”Wir”. Umieszczono go najpierw w szpitalu w Biłgoraju, gdzie przebywał przez 1 miesiąc, zaś następne pół roku w szpitalu w Nisku.
Dowództwo w rejonie w czasie jego nieobecności sprawował Hieronim Miąc ps. ”Korsarz”.
W tym to okresie w Józefowie rozegrały się wydarzenia, które przyniosły rejonowi chlubną nazwę „Rzeczypospolitej Józefowskiej”.

Zygmunt Puźniak

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s