PIERWSZE AKCJE DYWERSYJNE I SABOTAŻOWE

Zgodnie z rozkazami Komendy Głównej AK, niemal do końca 1942r. miejscowe oddziały nie prowadziły działalności bojowej. Ograniczano się do drobnych akcji dywersyjnych, w rodzaju rozbijania doniczek do ściągania żywicy z drzew, przeznaczonej do produkcji kalafonii, w zakładach Alwy w Brodach k/Szczebrzeszyna, oraz prowadzenia obserwacji i gromadzenia informacji na temat ruchu niemieckich wojsk, szczególnie w okresie poprzedzającym napaść na ZSRR.
W okresie tym józefowska organizacja konspiracyjna uwagę swą koncentrowała na gromadzeniu broni, jej konserwacji oraz prowadzeniu ćwiczeń wojskowych, szczególnie dla roczników młodych, nie obytych z bronią i komendą.
Sytuacja ta zaczęła ulegać zmianie w jesieni 1942r., kiedy to Niemcy, po przeprowadzeniu operacji Rainhard, czyli zagłady ludności żydowskiej, przystąpili do realizacji swych monstrualnych planów zagłady ludności słowiańskiej. Poletkiem doświadczalnym stała się ludność polska zamieszkała na Zamojszczyźnie.
Rozpoczęta w jesieni 1942r. tzw. Ansiedlungaktion, czyli akcja osiedleńcza stała się sygnałem dla miejscowych organizacji ruchu oporu, że okrucieństwa, których dotychczas byli tylko świadkami, mogą bardzo szybko dotknąć ich lub ich najbliższych.
Ponieważ akcja wysiedlania ludności polskiej na Zamojszczyźnie nabierała coraz większego rozmachu, obejmując swym zasięgiem coraz większy obszar i coraz więcej ludzi, kierownictwo AK zostało zmuszone do przedsięwzięcia radykalniejszych środków i stanięcia w obronie eksterminowanej ludności polskiej.
W początkach grudnia 1942r. dowódca rejonu józefowskiego otrzymał rozkaz „inspektora K. z dnia 24.XI.1942r.” z poleceniem przeprowadzenia akcji dywersyjnych na linii kolejowej
Zwierzyniec – Susiec. Realizując ten rozkaz w nocy na 6 grudnia 1842r. przeprowadzono udaną akcję wysadzenia mostu kolejowego na rzece Łosiniec koło Suśca.
Jej przebieg i atmosferę tamtych dni opisuje Konrad Bartoszewski: ”Któż z nas nie oczekuje z niecierpliwością tego momentu, kiedy twór jego długoletnich przygotowań, dzieło, w które włożył dużo pracy, zapału i poświęcenia, ma być poddane próbie życia, kiedy z okresu przygotowań i planowań przechodzimy w okres realizacji konkretnych całkiem zadań. – Nic więc dziwnego, że i my starzy już podówczas, bo trzyletni konspiratorzy oczekiwaliśmy momentu, w którym przyjdą tak upragnione rozkazy działania. Nie była to tylko chęć odwetu, nie była to tylko tęsknota za polem sławy dla szermierza, ale instynktowna potrzeba walki jako jedynej ucieczki przed zmorą serwilizmu, który w konsekwencji długotrwałej okupacji zaczął opanowywać psychikę społeczeństwa. A może po prostu chodziło o zemstę, o odwet za doznane krzywdy.
Nie unikajmy tego określenia. Są sytuacje, które dają temu pojęciu prawo obywatelstwa.
Powiedzmy sobie: – czy gwałt dokonywany na pewnej zbiorowości nie wywołuje u jednostek słabszych kompleksu niższości, a w konsekwencji chęci pogodzenia się z losem i czy nie jest prawdą, że jedynie zemsta, po prostu zemsta może te jednostki od niego uwolnić.
Słowem instynktownie potrzebę podjęcia walki czuliśmy wszyscy.
I oto przychodzi rozkaz: – wobec szalejącego terroru, wobec trwającej w dalszym ciągu, a prowadzonej w coraz bardziej nieludzki sposób, akcji wysiedleńczej w Zamojszczyźnie, – przechodzimy do przeciwakcji.
… Wiadomość o przygotowaniach do jakiejś roboty, – mimo nakazów o przestrzeganiu ścisłej tajemnicy, – przedostała się do chłopców i przez cały dzień tak ja w Józefowie, jak i
wspomniani dowódcy / Selim i Jeż (ZP) /, byliśmy nagabywani przez licznych ochotników, którzy prosili o to, by nie byli pominięci w wyborze.
Tę pierwszą„robotę” traktowałem jako imprezę doświadczalną i w tym celu wziąłem większą ilość ludzi, niż to w zasadzie było konieczne, aby na wypadek potrzeby działania większą ilością patroli mieć gotowe zespoły i dowódców z pewnym doświadczeniem i przygotowaniem do wykonywania samodzielnych zadań. Sam zresztą nie miałem w tym czasie żadnego przygotowania praktycznego.
…W miasteczku / Józefowie – ZP/ już mówiono o wypadku. Wiadomość przyszła ze stacji. Powtarzana z ust do ust urosła do niebywałych rozmiarów. Wrażenie wśród ludności kolosalne. I nawet wtedy, kiedy na doniesiono, że niemieccy saperzy kolejowi w kilka godzin most naprawili i po południu poszedł pierwszy pociąg w kierunku Zawady, to nas zupełnie nie zmartwiło. Stało się bowiem dla nas jasne, że nie tylko w samym fakcie zniszczenia leżał sens wykonanej dywersji. Nie było bowiem takiej powagi niemieckiej, która potrafiłaby naprawić, zatrzeć, wymazać ten efekt dokonanego sabotażu, jaki pozostał w społeczeństwie. Tu nie pomogą saperzy…” / Zadora – Pierwsze kroki dywersji. Wysadzenie mostu kolejowego na Łosince. Materiały źródłowe do dziejów Zamojszczyzny. Zamojszczyzna w walce z Niemcami. Zamość 1946r. Pod redakcją Zygmunta Klukowskiego. /
Prestiż i znaczenie organizacji partyzanckiej w oczach mieszkańców Józefowa oraz okolicy wzrosły jeszcze bardziej, kiedy rankiem 18 grudnia dowiedzieli się, że w okolicach Kruglika, w niedalekiej odległości od stacji kolejowej Krasnobród, partyzanci dokonali ponownie dywersji, wysadzając lokomotywę: „ Jakkolwiek jest już 17 grudnia, śniegu nie ma. Jest zupełnie czarno. Nie ma też błota, bo trzyma przymrozek. Jest Wraga, są chłopcy z Brzezin. Na Krugliku /gajówka/ mamy spotkać się z Jeżem, podoficerem minerem, którego uważam za fachowca.
O ustalonej godzinie jesteśmy na Krugliku. Jeden długi i dwa krótkie gwizdki. Z krzaków
Odpowiada nam długi gwizdek. Jakaś postać odrywa się od ciemnej masy krzaków i zbliża się do nas. To Jeż. Jest z nim jeszcze trzech chłopców. W porządku idziemy jeszcze kilometr i jesteśmy na miejscu.
Tor biegnie przez las. Z obu stron toru teren podmokły, przy czym z jednej strony las jest wysokopienny, z drugiej zaś strony toru rosną na grzęzawisku jedynie karłowate sosenki.
…Obliczam ile czasu potrzebuje pociąg na przebycie przestrzeni od posterunku do miejsca założenia ładunku i odcinam odpowiednio długi lont. Zakładamy ładunek, przy czym niezależnie od lontu umocowujemy spłonkę na szynie. Jeżeli lont nie odpali nie odpali się we właściwym czasie, wybuch winien nastąpić przez najechanie na spłonkę.
…Jeż zapala lont. Schodzimy z toru, a mały płomyk wolno posuwa się ku szynie. Słychać rytmiczny stukot zbliżającego się pociągu. – Za chwilę! – Błysnęły w dali ślepia latarni.
Jesteśmy już za rowem i kładziemy się za drzewami. Łoskot nadjeżdżającego pociągu coraz bliższy. Oto już widać ciemna masę cielska parowozu. – Tak, to parowóz. Jeszcze chwila. Jeszcze pięć, dwa, jeden metr!
O! błysk! huk! – Tył maszyny skacze do góry, ale jedzie dalej, koła jazgoczą po podkładach. Co się dzieje? – Ale przechyla się, przechyla, – leży.
…Wracamy do domu i żałujemy, że tylko lokomotywa. Jakaż więc była nasza radość, gdy dowiedzieliśmy się później, że dźwigi przywiezione na miejsce wypadku nie mogą podnieść maszyny, bo tor biegnący przez bagna obsuwa się, że Niemcy wściekają się, że jeden, drugi, trzeci i czwarty dzień linia jest nieczynna. Okazało się, że dzięki szczęśliwie wybranemu miejscu, był to najlepszy sabotaż kolejowy na tym odcinku. A przerwa w ruchu trwała rekordowo długo, bo aż 5 dni.” / Zadora – Pierwsze kroki dywersji. Zniszczenie toru kolejowego pod Zwierzyńcem.”
Tak więc józefowski oddział „Wira” nabierał coraz większej wprawy w akcjach dywersyjnych. Wzrastał prestiż dowódcy, a wahający się , chętniej wstępowali do organizacji.
W słynną noc sylwestrową 1942/1943 partyzanci józefowscy nie brali udziały, gdyż nie otrzymali żadnych rozkazów : „ Dziwna to była noc sylwestrowa z 1942 na 43 rok.
Widniejsza i głośniejsza niż wszystkie dotychczasowe noce. Tej nocy płonęły wieże ciśnień i dworce kolejowe w całej Zamojszczyźnie, a towarzyszyły tym efektom świetlnym wybuchy minowanych torów i mostów” – wspomina z żalem Konrad Bartoszewski.
W rejonie józefowskim akcja dywersyjna stanowiąca element tzw.”nocy sylwestrowej” była jednak wykonana. Dokonano napadu i zniszczenia wieży ciśnień na stacji kolejowej w Krasnobrodzie, a więc tylko 3 km od Józefowa.
Akcję wykonał, na polecenie zamojskiego inspektoratu AK, pluton ”Grudy „ z Tereszpola.
Wspomina „Gruda” : „ Dnia 30 grudnia 1942 r. otrzymałem rozkaz: spalić wieże ciśnień na st. kol. Krasnobród, wykonać w noc sylwestrową przy pomocy własnych ludzi i środków.
Wysyłam wywiadowcę, który melduje mi , że stacja nie jest broniona. W tartaku odległym o 800 mtr. Od stacji jest ochrona składająca się z 12 ludzi, Niemców i policji granatowej.
Do wykonania zadania wyznaczam 24 ludzi z 3 RKM-mi. Zbiórka całości – 1,5 klm. Od Górecka Starego na drodze w kierunku Florianki o godz. 16-ej dnia 31.XII. Hasło: Kolba – Krasnobród.
…Zostawiam Czarnego pod drzwiami z zadaniem nie wypuszczania nikogo.
Wartownik pod oknem przerywa przewody telefoniczne.
Biegniemy do sklepiku, zdobywamy litr nafty i ścierkę, wyłamujemy drzwi wieży ciśnień,
oblewamy naftą węgiel, szmatę, karpinę, słomę i podpalamy. – Nafta spaliła się i ogień przygasa. Zbieramy drzazgi i rozpalamy dwa ogniska wewnątrz wieży. Ściana zaczyna się palić. Wybijamy szyby w oknach i już płomień rozpala się bardzo dobrze…. Za pól godziny wieża podobna jest do wielkiej pochodni. Już jej nikt nie uratuje…Kilkanaście strzałów i marsz do lasu na bezdroża, duktami przez bagna i pola. Świt zastaje nas kilometr od domu.”
/ Gruda – Napad na stację kolejową w Krasnobrodzie w sylwestrową noc 1942/3. – Zamojszczyzna w walce z Niemcami. 1946r.pod red. Z. Klukowskiego /.
Luna pożaru oraz detonacje wywołały duże poruszenie w Józefowie. Wspomina Zbigniew
Jakubik: „ Wieczór i noc sylwestrową spędziłem w gronie miejscowej młodzieży w domu policjanta Futymy, który aktualnie pełnił w Józefowie służbę porządkową…
Zbliżała się północ. Byliśmy po kolacji i po „listonoszu”. Rozmowa w pokoju powoli zamierała – niecierpliwie oczekiwaliśmy godziny dwunastej. Dwie lub trzy minuty przed północą głucha detonacja sparaliżowała uroczyste przygotowania do noworocznego toastu.
Pośpiesznie wybiegliśmy na ulicę. W okolicach stacji Krasnobród gwałtownie rosła łuna pożaru. Następny daleki wybuch. Detonacje teraz powtarzały się regularnie co kilka sekund.
Towarzyszyły im strzały z broni maszynowej. Wkrótce cała północna połać nieba tuż nad linią horyzontu jaśniała jaskrawym, równomiernym blaskiem. Staliśmy jak urzeczeni. Niezwykła iluminacja wywabiła na ulice wszystkich niemal mieszkańców Józefowa. Gdy po kilkunastu minutach wracaliśmy opieszale do mieszkania Futymy, byliśmy całkowicie trzeźwi.
… „ Leśny” sylwester rozwiązał ludziom języki. Również mój gospodarz / Wawrzyniec Puźniak – ZP/ puścił farbę.. Otwarcie opowiadał teraz o swej dawnej współpracy z młodym
B., o wspólnym organizowaniu nasłuchu radiowego, o systematycznym gromadzeniu i czyszczeniu broni, o kolportowaniu prasy podziemnej, itp. Itp. B. junior urastał w opowiadaniach mego gospodarza na legendarnego bohatera, o cechach Skrzetuskiego i św. Jerzego.” / Zb. Jakubik – Czapki na bakier /.

Na początku stycznia 1943r. do Józefowa przybył komendant obwodu biłgorajskiego AK
„Orsza” /Józef Gniewkowski/, który dokonał wizytacji i przeglądu oddziału partyzanckiego.
O sprawności bojowej józefowskiej placówki AK, przekonał się osobiście gdyż wziął udział
w kolejnej akcji dywersyjnej oddziału, wykonanej w nocy na 6 stycznia 1943r. na stacje kolejową w Suścu.
Była to akcja dużo poważniejsza, wykonana z dużo większym rozmachem i przy udziale znaczniejszych sił partyzanckich. W akcji wzięły udział plutony „Piasta” / F. Pardusa /,
„Wragi” /Cz. Mużacza /i „Kuby” / P. Wasilika /, w sumie ponad 90 ludzi.
Zamiarem partyzantów było wysadzenie jakiegoś transportu kolejowego a następnie zniszczenie urządzeń stacyjnych.
Ponieważ żaden transport kolejowy do godziny pierwszej się nie pojawił, oddział wykonał drugą część zadania, wysadzając na stacji w Suścu wieżę ciśnień: „… Ładunek wsadzam za rurę biegnącą wzdłuż kotła i zapalam. – Pali się! – Wybiegamy z maszynowni. Odbiegamy około 50 mtr. I stajemy za węgłem drewnianej szopy.                  – Za chwilę potężny błysk i huk. Zdawało nam się, że dach maszynowni wyleciał w górę. Tam gdzie była maszynownia słup pyłu, pary i dymu. Kocioł był przecież pod parą. Odczekujemy chwilę i zbliżamy się do maszynowni. Mury hali stoją, ale dach zawalony. Wchodzimy do wnętrza. Kocioł parowy, urządzenie maszynowni zniszczone całkowicie. Do wnętrza trudno się dostać. Ta wieża ciśnień nie będzie działać na pewno, a zważywszy, że była jedyną czynną na przestrzeni od Bełżca do zawady, to zniszczenie jej przesądza sprawę ruchu towarowego na tym odcinku.
Do czasu uruchomienia chociaż jednej pompy na tym odcinku nie pojedzie żaden pociąg towarowy, który częściej musi brać wodę niż osobowy.”/ Zadora – Napad i zniszczenie
stacji kolejowej w Suścu./
We wspomnieniach swych Wir akcję tą nazywa „nocą Trzech Króli” i uważa za uzupełnienie „nocy sylwestrowej” : „ Tak to chłopcy z Józefowa i okolicy uzupełnili zamojską noc sylwestrową nocą Trzech Króli. A byli wśród nich tacy, którzy już 3 razy chodzili na „robotę”, trzy razy mieli okazje w skromnym dywersyjnym czynie wyrazić swą wolę walki ze znienawidzonym okupantem. I teraz wracali do domów zmęczeni, ale rozpromienieni radością wyzwolin. W walce bowiem wyzwala się niewolnik na człowieka wolnego. Świadomość podjętej walki daje poczucie wolności. – I wracali ci młodzi chłopcy z Józefowa i oklic do domów jako ludzie wolni, żołnierze nigdy niepokonanej Ojczyzny. I wracał do domu młodziutki Władek Burza z Brzezin i szczupły o szmaragdowych oczach Tadzik Szum z Józefowa i czupurny Junak z Pardysówki i poważny Orzeł z Górnik i Zbysz ze Stanisławowa i Kornik z Majdanu i wielu, wielu innych młodych chłopców niosąc w sercach tak dużo zapału i dobrej wiary, że wystarczy jej nie tylko na to, by wypełnić ich małe chaty, ale wystarczy jej na całą wieś, starczy na całą okolicę.”                                      I rzeczywiście, zapał i chęć do walki wzrastał z każdą przeprowadzoną pomyślnie akcją.
Nikt nie chciał być gorszy. Każdy z młodych chłopców chciał chodzić z podniesioną głową
i budzić podziw innych, że przeszedł chrzest bojowy, że został pełnokrwistym żołnierzem.
Zapał do walki czynnej wzrastał także wraz z napływem wieści z powiatu zamojskiego, częścią składową którego był zresztą partyzancki rejon józefowski.
Wieści te bowiem były coraz bardziej alarmujące. Rozszerzająca się akcja wysiedleńcza budziła coraz większą zgrozę ze względu na swą brutalność i nieludzkie traktowanie wysiedlanych mieszkańców.
Wysiedlani chłopi zaczęli stawiać coraz większy opór, chwytając w końcu za broń i przystępując do walki czynnej. Doszło do pierwszych walk zbrojnych i regularnych bitew.
W początkach lutego 1943 roku opór przeciw wysiedleniom przybrał tak wielkie rozmiary, że w historiografii przyjęto używać dla tego okresu nazwy „Powstanie Zamojskie”.

Zygmunt Puźniak

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s