Niektóre akcje partyzantów Rzeczpospolitej Józefowskiej

Bitwa pod „okopaną linią” w lesie „Dębowce”./Opis jej cytuję za Zbigniewem Jakubikiem: Czapki na bakier. /

„ Wznowienie działalności dywersyjnej w rejonie Józefowa nastąpiło natychmiast niemal po zakończeniu „Grossaktion”. Działalność ta, prowadzona początkowo na skalę ówczesnych, bardzo notabene skromnych możliwości miejscowego ruchu oporu, zaalarmowała jednak niemieckie władze bezpieczeństwa i zmusiła je do podjęcia w drugiej dekadzie sierpnia energicznej akcji interwencyjnej. Rolę przysłowiowej kropli odegrało prawdopodobnie w tym wypadku zuchwałe uprowadzenie do lasu i zlikwidowanie przez patrol Spadochrona, niebezpiecznego niemieckiego konfidenta z Majdanu Sopockiego. Taka była – w dwóch zdaniach – geneza bitwy w Dębowcach.
Oddział dywersyjny Korsarza, rekrutujący się przeważnie z żołnierzy plutonu józefowskiego, liczył w tym okresie około 30 osób. Partyzanci obozowali w lesie Dębowce kilka kilometrów na południe od Józefowa, pomiędzy Sopotem a gościńcem Osuchowskim. W pewnej odległości od obozu biegła tzw. okopana linia, za nią ciągnął się szeroki pas wrzosowisk zakończonych niewielkim wzniesieniem. O kilkaset metrów dalej rozpoczynały się bagna Płaszczyzny.
Niemiecki oddział ekspedycyjny liczący około 60 ludzi, prowadzony przez tajemniczego przewodnika w cywilnym ubraniu, wszedł w rejon placówki od strony północno-wschodniej.
Spóźniona wiadomość o niemieckiej obławie przyniósł do Józefowa policjant Ternes z Majdanu Sopockiego. Zanim goniec dotarł do oddziału, o grożącym niebezpieczeństwie ostrzegł Korsarz jakiś chłop, w momencie, gdy porucznik opuszczał obóz, by odprowadzić żonę do miasteczka. W chwilę później wartownik z „okopanej linii” zameldował o obecności Niemców w pobliżu wzniesienia.
Z obozu wymaszerowały natychmiast dwa silne patrole uzbrojone w broń maszynową z rozkazem zajęcia stanowisk na obydwu skrzydłach nieprzyjaciela. Pozostali żołnierze rozwinęli tyralierę i biegiem ruszyli w kierunku „okopanej linii”. Środkową grupę prowadził Korsarz, z prawej strony szedł Grom i Żuk, z lewej Es – Horodelski i Radykał. W obozie pozostały jedynie dwie osoby: intendent Zagłoba i kucharz Mikita / Szpinda/.
Tyraliera bez przeszkód przeskoczyła „okopaną linie” i zajęła stanowiska na wrzosowisku za drogą. Drzewa i krzaki osłaniają partyzantów przed wzrokiem Niemców, którzy- doskonale widoczni- przeszukują wzniesienie. Korsarz, wykorzystując mała przejrzystość terenu, podciąga żołnierzy jak najbliżej nieprzyjaciela.
W chwili gdy tyraliera znajduje się mniej więcej w połowie odległości miedzy linią a wzniesieniem, patrol z prawej strony otwiera do hitlerowców ogień z erkaemu. Zaskoczeni Niemcy ostrzeliwują się gwałtownie. Po kilku sekundach odzywa się erkaem z lewego skrzydła. Wzięci w dwa ognie, przerażeni hitlerowcy zbiegają ze wzgórza w kierunku wrzosowiska, wprost pod lufy ukrytej tyraliery. Pod intensywnym ogniem polskiej broni ręcznej i maszynowej Niemcy załamują się. Część hitlerowców wycofuję się pośpiesznie w stronę wzniesienia i tam gorączkowo organizuje obronę, część rozprasza się w terenie. Nasilenie walki rośnie.
Korsarz, strzelając krótkimi seriami z pistoletu maszynowego, podciąga tyralierę coraz bliżej pozycji niemieckich. Ciężko ranny, pada na kępę wrzosu, podrywa się, oddaje jeszcze kilka strzałów. Czołga się do niego erkaemista Hurkała. Lewa ręka Korsarza, strzaskana niemieckim pociskiem, broczy obficie krwią.
Partyzanci docierają do podnóża wzniesienia. Niemcy, osłaniając się ogniem kaemów i granatami, opuszczają wzgórze. Od pocisków zaczyna płonąć suche poszycie leśne. Dym utrudnia widoczność i ogranicza swobodę ruchów. Część żołnierzy gasi pożar, kilku opatruje rannych, reszta organizuje pościg za nieprzyjacielem. Walka przekształca się obecnie w szereg drobnych starć i indywidualnych pojedynków. Patrol Radykała w pogoni za rozproszonymi hitlerowcami dociera do szosy aleksandrowskiej. Prze kilka dni rozbite grupki nieprzyjacielskich żołnierzy błąkać się będą po jarach, bagnach i okolicznych lasach, wyolbrzymiając po powrocie rozmiary bitwy oraz siły partyzantów.
W rzeczywistości rezultaty starcia były raczej skromne. W polskim oddziale, poza Korsarzem, jest jedynie kilku lżej rannych, wśród nich – zastępca podporucznika – Grom. Niemcy pozostawili na polu walki dziewięciu zabitych, w tym dwóch oficerów. Partyzanci zdobyli trzy erkaemy / dwa czeskie, jeden polski/, kilka pistoletów maszynowych, kilka kabelków i kilka sztuk broni krótkiej.
Po ugaszeniu pożaru i opatrzeniu rannych, żołnierze przystąpili do likwidowania obozu. Hitlerowcy pochowani zostali w płytkich grobach, skąd zabrała ich po pewnym czasie specjalna ekspedycja niemiecka. Ekshumowane zwłoki wywieziono na dwóch furmankach zabranych z Pardysówki / podwody Gromka i Rogowskiego/ na stację Długi Kąt i załadowano do pociągu.
Kilka godzin po zakończeniu walki oddział polski opuścił Dębowce i przeniósł się w rejon
gajówki Malce, gdzie rozbił obóz w sąsiedztwie placówki partyzantów radzieckich dowodzonych obecnie przez zastępcę Miszki. Rana Korsarza okazała się bardzo groźna. Operacja, którą przeprowadził kilka dni później w obozie leśnym doktor Biga była, niestety, spóźniona. Wkrótce po amputacji Korsarz zmarł na stole operacyjnym nie odzyskawszy przytomności.
Uroczystości pogrzebowe stały się piękną, wzruszającą manifestacją żołnierskiego braterstwa broni. Wyraźnie zaakcentowały przyjaźń między partyzantami radzieckim i polskim, zrodzoną w toku walki i przypieczętowaną wspólnie przelaną krwią. Partyzanci radzieccy postanowili z okazji pogrzebu Korsarza ekshumować zwłoki swego byłego dowódcy – Miszki Tatara i obu oficerów pochować we wspólnym żołnierskim grobie pod przedwojennym pomnikiem harcerskim koło Hamerni. Za trumnami, które przywiózł aż z Osuch Hurkała, szli z odkrytymi głowami żołnierze obydwu oddziałów. Przed pomnikiem otoczonym tłumem mieszkańców z okolicznych wsi ostatnie pożegnalne przemówienia wygłosili komendant radziecki i Grom.
Po opuszczeniu trumien do grobu żołnierze obu oddziałów oddali salwę honorową ze wszystkiej posiadanej broni.
Tradycja tej tak bardzo antyschematycznej przyjaźni przetrwała żywa całą okupację.”

Rozbicie posterunku w Łukowej
W trakcie przeprowadzonej przez Niemców w miesiącach czerwiec i lipiec wielkiej akcji pacyfikacyjno- przesiedleńczej „Grossaktion”, w wysiedlonych wioskach polskich powiatów hrubieszowskiego i biłgorajskiego osadzano ludność ukraińską przesiedloną z terenów powiatu tomaszowskiego / przeważnie , gdyż zdarzały się także rodziny z powiatu rawskiego/.
Osiedleni na tych terenach Ukraińcy znaleźli się pod silną presją polskich oddziałów partyzanckich oraz powracającej z obozów koncentracyjnych prawowitych gospodarzy
Niemcy dla ich obrony utworzyli na terenie powiatu biłgorajskiego 8 ufortyfikowanych posterunków policji ukraińskiej, w tym miedzy innymi w Aleksandrowie, Biszczy i Łukowej,
wyposażonych w doskonałą broń i silne liczące nawet do 30 ludzi załogi.
Zadaniem tych posterunków była ochrona ukraińskiej ludności przed najściami polskich
właścicieli, działaniami partyzanckimi ale także przed próbami dobrowolnego, potajemnego opuszczenia przez ukraińskich nasiedleńców, pragnących powrotu na swoją ojcowiznę.
Presja wywierana przez Polaków powodowała, że coraz więcej rodzin decydowało się na opuszczenie wrogiego dla nich otoczenia.
Aby przyśpieszyć podjęcie przez Ukraińców właśnie takiej decyzji dowództwo polskiej partyzantki zdecydowało się na przeprowadzenie ataków na posterunki policji ukraińskiej.
Miedzy innymi oddział Groma dokonał zasadzki na patrol policji ukraińskiej w rejonie
Górecka Kościelnego w dniu 20.09.43r., w wyniku której zabity został 1 policjant zaś 2 zostało rannych.
W dwa dni później 30.09.43r. tan sam oddział zasadził się pod gajówką Święta Trójca koło Aleksandrowa zabijając 2 policjantów a 4 raniąc.
Działania nękające zasiedloną ludność i policję ukraińską prowadzone były w całym rejonie Zamojszczyzny nie tylko przez AK ale także przez inne formacje.
Między innymi 2 .10.43r. posterunek w Łukowej zaatakowały oddziały BCH „Burzy / Antoniego Wróbla/ i „Błyskawicy” / Jana Kędry/, jednak bez powodzenia.
Ponieważ posterunek policji ukraińskiej znajdował się na terenie działania AK rejonu józefowskiego / ze względu na znikomą ilość żołnierzy AK /, a jego działania były coraz śmielsze, szczególnie po odparciu ataku oddziałów BCH / o czym wyżej/, podjęto decyzję o jego likwidacji.
Akcja na posterunek w Łukowej zaplanowana została w szczegółach przez kierownictwo AK Obwodu Zamojskiego a nad całością dowództwo objął mjr ”Adam” / Stefan Prus – zastępca Komendanta Obwodu/.
Akcję przeprowadzono w nocy z 23 na 24 października 1943r. i była ona skoordynowana
z atakiem na podobny posterunek w Księżpolu. Atak w Księżpolu przeprowadziły oddziały AK kpt. ”Żegoty” czyli tzw. Kompania Warszawska oraz oddział AK „ Podkowy”.
Skończył się niestety niepowodzeniem .

W ataku na posterunek w Łukowej uczestniczyły oddziały partyzanckie: „ Groma” , „ Norberta” oraz „ Wara” zaś całością dowodził mjr „Adam”.
Przebieg tej akcji najwierniej odtworzył bezpośrednio po niej „ Fernando” / Zbigniew Rżewski syn przedwojennego prezydenta miasta Łodzi, który wkrótce ( listopadzie) zginął w ataku na stację w Długim Kącie /.
Oto fragmenty jego wspomnień noszących tytuł „Łukowa”:
„ We czwartek 21 października 1943 r. przyjechał do nas komendant Adam, a wraz z nim oddział N. Zespolenie oddziałów Groma, N. i Wara pod jednolitym dowództwem miało na m dopomóc w osiągnięciu pewnego celu, mianowicie w zlikwidowaniu posterunku niemiecko-ukraińskiego w Łukowej w pow. biłgorajskim.
Na odprawie każdy oddział dostał ściśle określone zadanie.
Plan zaatakowania wyglądał następująco:
Oddział kierunkowy, a zarazem szturmowy – Groma.
Oddział lewo-skrzydłowy N. ma obsadzić przyczółek zachodniej ściany.
Oddział Wara ma zająć stanowiska z kierunku północno-wschodniego.
Uderzenie ma nastąpić z frontu z tym, że o ile uda się zaskoczenie i zlikwidowanie po cichu warty, drużyna specjalna pod osłoną RKM założy ładunek i zrobi wyłom wysadzając drzwi. Następnie Gr. Z grupą szturmową ma wpaść do środka, wezwać załogę do poddania się, a w razie oporu zlikwidować ją. – W międzyczasie drużyna specjalna ma uskutecznić roboty niszczące przy pomocy pocisków względnie butelek zapalających.
Wyruszyliśmy o godz. 15 min. 20 marszem ubezpieczonym traktem Józefów – Osuchy.
O zmroku stanęliśmy pod Osuchami, – 2 klm. przed Łukową. Otrzymujemy ostatni meldunek sytuacyjny: załoga ubezpieczona, drzwi posterunku i gminy zamurowane, strzelnice porobione, bunkry i wyrzutnie granatów ukończone.
…Cisza wieczorna łagodzi podniecenie, uspakaja bujniejsze temperamenty. Gwiaździste niebo, gęsta mgła i ostatnie przygotowania stwarzają jakiś nastrój nieokreślony. Atmosfera pełna napięcia.
Dochodzimy do cmentarza, – 300 mtr. Przed Łukową. Tu zostawiamy wóz sanitarny. Dr Oldan / podchorąży Tadeusz Błachuta – zginął w bitwie pod Osuchami/, dr Helena oraz sanitariuszka Maria tworzą punkt opatrunkowy, gdzie w miarę możliwości mają zlepiać uszkodzone kości braci partyzantów. Na ustach niektórych ironiczny uśmiech. Cmentarz, dobre miejsce, co?
…Nie można tracić czasu, – 50 metrów od nas posterunek. Jeszcze moment, zdążymy. – Niestety, nagle pada strzał – jeden, krótko po nim drugi. Wartownicy wpadają na posterunek, alarmują załogę. Słychać wrzask, tupot, przekleństwa. To Ukraińcy, współpracujący z Niemcami, wdrapują się na strych, zajmują stanowiska przy otworach strzelniczych. – Następuje chwila ciszy.
Oddziały nasze zajmują stanowiska. Komendant Adam spokojnym głosem wydaje rozkazy. Uspokaja zdenerwowanych nieco saperów. Od nich bowiem zależy powodzenie naszej akcji. – Ładunek ma być podłożony pod osłoną naszego ognia.
Z posterunku odzywają się już karabiny maszynowe. Świst kul przygważdża nas. Wybuch granatów utrudniają zajęcie lepszych stanowisk. Przeciągle serie trzymają nas plackiem. Lecz krótka przerwa wystarcza nam. Maszyny gotowe – czekają. Komenda „ognia ! „ i lecą wspaniałe smugi świetlne. Przez kilka minut płynie twarda, tak słodka dla ucha żołnierza melodia. To śpiew śmiertelnych kochanek partyzantów. Grad kul zmusza nieprzyjaciela do przerwania ognia.
Chwila ciszy.
I znów ze wszystkich strzelnic nacjonaliści ukraińscy odpowiadają ogniem.          Odróżniamy   1 CKM, 2 RKM i fujarki wspierane przez karabiny. Będzie ciężka robota.
Wzywamy do poddania się. Odpowiadają nam ogniem. Nie oszczędzają granatów.
Trzask broni ręcznej, rozmowy, śmiechy i drwiny denerwują nas. „Sukinsyny” pada tu i ówdzie przekleństwo. Strzelcy nasi macają otwory strzelnic. Zasypują ogniem cały front domu.
Obustronny ogień trwa nieustannie.
Komendant wzywa Groma. Szybka rzeczowa wymiana słów. Saperzy w tych warunkach, w takim nasileniu walki, nie odważają się podłożyć ładunku pod rażące ogniem opancerzone drzwi posterunku.
…Grom, nasz Grom, jak zwykle pierwszy. Gorączkowe przygotowanie. Gr. Sprawdza ładunek, spłonkę, lont i wraz ze starszym strzelcem „Spadochronem” / Józef Turczyniak – zginął pod Osuchami/ skokiem znajduje się o 15 metrów od drzwi gminy. Widzą to Ukraińcy. Huraganowy ogień zionie ze wszystkich strzelnic ! Słychać huk wybuchających granatów.
Wtem cichy jęk. Spadochron ranny. – Zamarliśmy w bezruchu, z wstrzymanym oddechem i bijącym sercem obserwujemy sylwetkę Spadochrona.
Czarna plama leży nieruchomo. – „Boże” – wyraz ten zawisł na naszych ustach. – Nie , rusza się, podnosi. Skoczył, – już jest bezpieczny.
Pierwszy opatrunek. – Ledwo skończono, wyrywa się po raz drugi. Jaki dowódca, tacy żołnierze.
Tymczasem Gr. Dostaje się pod drzwi. Ani ogień pistoletów maszynowych, ani granaty nie zdołały wstrzymać go od wykonywania zadania. Widać błysk zapałek – jedna, druga, trzecia…
Sekundy zdają się być godzinami. – Lont nie pali się. – Mój Boże, tyle wysiłku, tyle bohaterskiego oddania się sprawie i wszystko na nic. Gr. Bezradny siedzi skulony pod drzwiami, z których na każdy nieostrożny ruch czyha pistolet maszynowy. Rozpryski granatów dookoła zamykają mu drogę wycofania się. Wreszcie jedną rękę uzbrojoną w Visa wkłada do otworu strzelnicy. Oddaje parę strzałów. Drugą ręką chwyta skrzynkę wybuchową, odrywa się. Oczy wszystkich wpatrzone są w niego. – Jeszcze 5 kroków, – jeszcze jeden skok, – już. – Ocalał.
-Zdyszany, płonący gorzką wściekłością. Znalazł się między nami z ładunkiem i niedopalonym lontem.
Znowu serie KM, znowu przerwa. – Taki stan podnieca, rodzi bunt szlachetnej zawziętości.
Plut. Osa i kpr. Radykał / Droździel z Józefowa/ z drużyny saperskiej chwytają nowy ładunek i biegną mimo ustawicznego ognia ze wszystkich strzelnic i wybuchu kilkunastu granatów. – Dwie sylwetki zdążają ku drzwiom. W połowie drogi Radykał pada przerwany granatem. Pada wpatrzony w biegnącego kolegę z rękoma wyciągniętymi ku drzwiom.
Osa podstawia ładunek. Błyskawicznie wyciąga pudełko zapałek. Otwiera, – puste. W podnieceniu zapomniał zapałek. – Czarna rozpacz rozpiera mu piersi, ogarnia wściekłość.
Krzyczy: – Zapałek ! Kto ma zapałki ?
Ukraińcy słyszą to i biją ze wszystkich maszyn, bezustannie rzucając granaty, aby nie dopuścić do podania zapałek.
Ogień obustronny.
Wtem detonacja… potężny słup ognia. Lecą na nas całe masy cegieł i blachy. Wraz z nimi spada i Osa, nieprzytomny, zepchnięty prawie do rzeczki, która płynie pod naszymi stanowiskami. Lecz tu prędko przychodzi do siebie.
Nikt z nas nie wie, co spowodowało wybuch i jakim sposobem znalazł się tu Osa, który przed chwilą był pod murem i czekał na zapałki. Dopiero gdy oprzytomniał, pytał, czy wybuch nastąpił i czy drzwi wyrwane.
Bohaterski Osa widząc, ze podanie zapałek jest niemożliwe decyduje się za cenę życia wykonać zadanie. Odbezpiecza granat, kładzie na spłonkę i odskakuje. W tym momencie następuje eksplozja. Siła wybuchu gazów odrzuca go do nas.
Nie przebrzmiały jeszcze echa wybuchu, gdy Grom ze swą grupą szturmową uczynionym wyłomem wpada do wewnątrz. Za nim wśród pierwszych byli komendant Adam, N. i War z najdzielniejszymi żołnierzami, którzy dotrzymali kroku swym dowódcom.
Pomimo eksplozji Ukraińcy bronią się nadal. – Wybuchają wciąż granaty, jazgocą KM-y.
Wnet jednak zepchnięto broniących się. – Murw, Czarny, Spadochron szachują ogniem
KM-ów strzelających z bunkrów Ukraińców.
… Podczas gdy Grom usiłuje po raz trzeci zapalić lont, Fernando i Hel rzucają butelki zapalające…
Brzęk szkła, – wybuch, – słup ognia strzela w sufit. – Wybiegają…
A harda załoga ciągle strzela z bunkra, z nieobjętej płomieniem części budynku. – Wtedy to kpr. „Kaczmarczyk” / Kołtun /samorzutnie chwyta butelki z benzyną, biegnie pod mur, wrzuca je przez otwór, przy czym sam pada śmiertelnie ranny.
Tymczasem z budynku dochodzą nas odgłosy rozgrywającej się tam tragedii. Z początku ciche, potem coraz to głośniejsze jęki, płacz, wołanie przechodzące w klątwy i mrożące krew w żyłach wycie. Słychać dokładnie poszczególne wyrazy, które dają wyobrażenie o iście dantejskim obrazie płonącego wnętrza : „ Johan, Johan, Hilee, Hilee ! – Um Gottes Willen.” – „ Ludy, ratujte…”
Cały dom w ogniu, okna wyrzucają zwały dymu. – Z piwnic dochodzi jeszcze parę jęków. Potem cisza i nic już nie przerywa groźnej pracy płomieni.
Trąbka. – Ściągamy ubezpieczenia i odchodzimy w kierunku na Osuchy. Za nami cisza i łuna dogasające zemsty…”
W płomieniach zniszczonego posterunku śmierć poniosło 20 ukraińskich policjantów oraz oficer żandarmerii.
Straty partyzanckie wyniosły 2 zabitych / Kołtun i Józef Droździel / oraz kilku ranny.
Postawiony przed partyzantami cel – okazania determinacji i siły partyzanckiej w obronie zagrożonej ludności, został osiągnięty a nawet przerósł najśmielsze oczekiwania.
Na wieść o akcji policjanci ukraińscy opuścili w popłochu swoje dotychczasowe posterunki gromadząc się w większych miejscowościach – Biłgoraju i Tarnogrodzie, zaś nasiedlona ludność ukraińska opuszczać polskie wioski.
Nie pomagały niemieckie groźby oraz agitacje aktywistów ukraińskich nacjonalistów.
Wystraszona ludność cywilna wyjeżdżała masowo na powrót do powiatu tomaszowskiego, do swoich rodzinnych wiosek.
Cytowany wyżej opis ataku partyzanckiego na posterunek w Łukowej, napisany został bezpośrednio po akcji, już wkrótce bowiem józefowski oddział „Groma”, w dniu 5 listopada 1943r. natknął się na stacji kolejowej w Długim Kącie na silny oddział żandarmerii niemieckiej.
W trakcie wymiany ognia kule dosięgły autora wspomnień ppor. Zbigniewa Rżewskiego , syna prezydenta miasta Łodzi.

Uwolnienie partyzantów z więzienia w Biłgoraju

Działające w rejonie Puszczy Solskiej oddziały partyzanckie w 1943 roku rozrosły się do takich rozmiarów, że często decydowały się na śmielsze akcje, także na terenie samego Biłgoraja

Pierwszego ataku na więzienie w Biłgoraju dokonano w dniu 24 września 1943r. i wykonała go Kompania Warszawska oraz oddziały por. „Norberta” i por. ”Doliny” pod dowództwem kpt. „Żegoty” / Tadeusz Sztumberk – Rychter /.
Partyzanci wykorzystując zaskoczenie opanowali więzienie, uwolnili 72 więźniów z którymi, nie ponosząc żadnych strat wycofali się do pobliskiego lasu.

Ponieważ Niemcy nie próżnowali i biłgorajskie więzienie szybko się zapełniło partyzanci postanowili rozbić je ponownie.
W tym celu w dniu 4 października 1943r. w Rapach Dylańskich koło Biłgoraja dokonano koncentracji oddziałów AK „Norberta” , „Groma”, „Wara” i „Kompanii Warszawskiej”.
Niestety skoncentrowane oddziały, na skutek doniesienia konfidenta zostały w dniu 5.X.43r. otoczone przez Niemców. Po dwugodzinnej walce partyzanci przełamali okrążenie i przedostali się do lasu, ponosząc przy tym straty w liczbie 3 zabitych i 2 rannych.

Do ponownej akcji na więzienie w Biłgoraju doszło w dniu 20 grudnia 43r. zaś głównym zadaniem postawionym przed partyzantami było odbicie aresztowanej wcześniej kurierki obwodu AK Marii Piaseckiej PS.”Żar”.
Przygotowania do jej wykonania przedstawiam na przykładzie fragmentów wspomnień Czesława Mużacza – „Selima” :
„Przed moim oknem zaczynają przyjeżdżać pojedyncze furmanki z chłopcami z Józefowa i Tarnowoli. Broń mają przykrytą kocami i udają zwykłych podróżnych. Przed godzina 12 –tą zajechał konie po drużynę z Brzezin. Wydaje jeszcze ostatnie zarządzenia Skarbonce, który pozostaje i odjeżdżamy.
Sanna świetna. W ciągu niespełna 10 minut jesteśmy na punkcie koncentracyjnym gajówka Duda i pobliskie krzaki roją się od chłopców. Poszczególni dowódcy plutonów i drużyn robią zbiórki, składają raporty. Pierwszy najsprawniej robi to Żbik. Ma w swojej drużynie chłopców młodych, ale rwących się do czynu. Jest także Fiat ze swoimi chłopakami, Muniek ze swoją gromadą. Dolek, Stasio Sęp i por. Wrona witany przeze mnie uśmiechem, ponieważ rzadko kiedy można go spotkać ma wyprawach tego rodzaju. Nawalił tylko Jeż, który wcale nie przybył ze swoim plutonem tłumacząc się krótkim czasem, jaki miał na przygotowania. Ale i bez jego plutonu mamy 96 ludzi i 16 RKM-ów. Przybywa wreszcie Grom i po chwili wyruszamy wszyscy razem w kierunku gajówki Okno.
…Po dwugodzinnej jeździe zbliżamy się do gajówki Okno. Pomiędzy drzewami widać palące się ognie i kręcących się chłopców. To czeka oddział Groma. Z gajówki wychodzi War, który również przybył tu ze swoimi ludźmi.
Sporządzamy wspólnie raport. Wojska jest sporo: – 180 ludzi i 34 RKM-y nie licząc automatów.” – opisane wydarzenia miały miejsce 15.grudnia .1943r.

Atak na więzienie został wstrzymany w ostatniej chwili rozkazem dowódcy Obwodu „Orszy”, który decyzję swoją a następnie właściwą akcję opisał we wspomnieniach:– „ Drugie odbicie więźniów w Biłgoraju / 20 Grudnia 1943r./ ” zamieszczone w Materiałach źródłowych do dziejów Zamojszczyzny pod redakcja Zygmunta Klukowskiego, których fragmenty cytuję
„…Ze względu na obecność w mieście dwóch samochodów pancernych odrzucam jako nierealną myśl zbrojnego „stuknięcia” całą kompanią celem opanowania więzienia i decyduję odbicie przy pomocy tricku podanego przez jednego w wywiadowców a przekazanego przez „N 13 „.
Wydaję pisemne rozkazy i wysyłam gońców. Plan musi być dobrze opracowany i wykonany. Trzeba uniknąć przykrych niespodzianek, które mogłyby wyjątkowo niekorzystnie odbić się na popularności naszej jako wojska.
„Gromowi”, chociaż nie jest moim bezpośrednim podwładnym i „Selimowi” polecam dobranie sobie jeszcze 6 ludzi, w tym jednej kobiety z W.S.K. i stawienie się na godz.9 w Biłgoraju dnia następnego. Wyposażenie 2 RKM-y 2 PMy. Odpowiednia ilość granatów i amunicji. Niezależnie od tego pistolety na cały stan. Zaprowiantowanie na dwa dni. Niewiasta ma zabrać paczkę wagi 2 kg. I pół butelki wódki. Dobra para koni, furaż na dwa dni.
„N 13 „ opracowuje schemat więzienia i ponownie daje dokładny wywiad z dnia i z ubiegłej nocy.
…Grom mając pistolet w kurtce bierze pod rękę „Helę”, która niesie paczkę i Ida zwierzyniecką szosą prosto pod więzienie. Hela ma zadzwonić do furtki i po otworzeniu jej przez dozorcę wręcz mu paczkę dla więźnia o znanym nazwisku. Grom w tym czasie przemocą otworzy szerzej furtkę.
W odległości 50 metrów od pierwszej pary idzie Selim z kolegą trzymając pod jesionką PM. Zadaniem ich jest wtargnięcie do więzienia, gdy Grom opanuje juą furtkę. Dwaj następni też z PM mają podejść pod więzienie od strony południowej i ubezpieczać robotę przeprowadzaną wewnątrz. – Ubezpieczenie tylne z RKM-mi w odległości 200 mtr czeka przy szosie na wypadek konieczności pokonywania oporu, względnie nadejścia niepotrzebnych gości, mianowicie patrolu nieprzyjaciela.
…Grom z Helą podszedłszy do więzienia zauważyli uchyloną furtkę i dwie osoby wręczające dozorcy paczkę dla jakiegoś więźnia.
Błyskawiczny ruch ręki Groma, włożenie nogi miedzy furtkę i trzepnięcie dozorcy pistoletem przez łeb z miejsca umożliwia całkowite wykonanie zadania. Rozbrojenie leżącego dozorcy trwa moment.
– Panowie, ja jestem też Polakiem – to krzyk trwogi powalonego, przy którym zostaje jeden z naszych ludzi.
Już i Selim w środku, już i drugi.
Krótkie urywane zdania świadczą o wtargnięciu do więzienia i to bez strzału. Ubezpieczenie stoi przy furtce. Na ulicy kompletna cisza, ani żywej duszy.
Wytężając wzrok widzę małą osóbkę idącą prawie biegiem w moim kierunku. To Hela wraca i melduje wykonanie rozkazu. Ucieszona twierdzi, ze za chwilę będzie Żar. Istotnie wkrótce „Fredek” prowadzi pod rękę tę, po którą poszliśmy. W bezpośredniej odległości za nimi posuwa się kilkanaście rożnych cieni. To uwolnieni więźniowie…”

Dla Selima była to niezwykle ważna i osobista akcja, gdyż Maria Piasecka – „Żar” była jego narzeczoną zaś w przyszłości została żoną. Według jego wspomnień prócz jego oraz „Groma” w akcji uczestniczyli: „Hela”, „Krzych”, „ Wyżeł”, „Desant”, „Czarny”, „Fredek”, i „Muniek” z oddziału „Groma” oraz „Krakus” i „Mord” z oddziału „Selima”. Nad całością czuwał „Orsza” oraz jego zastępca „Mały”. Oprócz „Żar” wolność odzyskało 30 więźniów.
Zamykając działalność partyzancką rejonu józefowskiego w 1943 roku wymienić należy kilka akcji o mniejszym znaczeniu jak np.: – zerwanie torów i uszkodzenie mostu na linii kolejowej Lublin – Lwów w rejonie wsi Nowiny.
– przeprowadzenie rekwizycji w skolonizowanej wsi Rachodoszcze.

Rok 1944

Przyszedł wreszcie rok 1944, ostatni rok okupacji hitlerowskiej na naszym terenie.
Wydarzenia jakie rozegrały się w okolicach Józefowa i terenie całej Zamojszczyzny miały ścisły związek z rozwojem sytuacji na szybko zbliżającym się froncie wschodnim oraz pojawieniem się w związku z tym silnych oddziałów rajdowych partyzantki sowieckiej.
Pojawienie się w końcu zimy 1944 roku wielkich, doskonale uzbrojonych ugrupowań partyzanckich takich jak Ukraińska Dywizja Partyzancka im. Kowpaka i innych, które na zapleczu frontu rozpoczęły szeroko zakrojoną akcje zbrojną przeciwko okupantowi, narzuciły miejscowym oddziałom partyzantki AK i BCH przyjęcie również bardziej bojowej postawy.
W kierownictwie Armii Krajowej powstała zaś koncepcja współdziałania i koegzystencji tych oddziałów oraz regularnych jednostek frontowych co zawarte zostało w planie akcji „Burza”.

Okres ten tak opisuje w swoich wspomnieniach „Radwan” /Lucjan Kopeć/:
„ w r.1944 pełniłem funkcję naczelnego lekarza Obwodu Biłgoraj. Na jego terenie toczyła się w tym czasie ustawiczna walka podjazdowa Polski podziemnej, która tutaj zdążyła zlikwidować już niemal wszystkie posterunki żandarmerii / Stutzpunkty/ policji ukraińskiej i granatowej oraz zdezorganizować aparat administracyjno-gospodarczy przez zniszczenie takich placówek jak urzędy gminne, tartaki, mleczarnie itp. Leciały w powietrze mosty, szyny kolejowe, pociągi, samochody wiozące Niemców, ginęli „bez wieści” znienawidzeni szpicle, na błysk luf partyzanckich otwierały się bramy więzień pełnych „przestępców” politycznych. Duże tablice z napisem „Achtung ! Bandengefahr. Nich einzeln fahren. Schusswaffe bereitzuhalten” ostrzegały kolumny niemieckie jeżdżące tylko po głównych szosach i pod konwojem. – Okupant opuszcza rozległy teren powiatu skupiając się jedynie w miastach, gdzie zabezpiecza najważniejsze obiekty silnymi oddziałami Schupo, buduje umocnienia i bunkry, a stamtąd tylko w znacznej sile robi grabieżcze wypady na wsie.
Zwalczając Polskę podziemną Niemcy w bestialski sposób stosują odpowiedzialność zbiorową rozstrzeliwując ludzi całkiem niewinnych. Wieś nienawidzi Niemców i żyje tylko myślą o odwecie.
A w lasach biłgorajskich jest wolna ojczyzna żołnierza partyzanta. Działają tu organizacje terenowe oraz biwakują stale lub przejściowo oddziały partyzanckie Groma, Podkowy, Sępa, Norberta, Lancy, Jaskółki, Antona, kompania specjalna Woyny i stałe obozy komendantów rejonów Corda i Wira spełniając rolę ośrodków szkoleniowych. Prócz tego znajdują się tu grupy AL. i oddziały sowieckie. Oddziały partyzanckie w znacznej większości rekrutują się z chłopców z okolicznych wiosek i stosunkowo w niewielkiej ilości z elementu napływowego.”
/ ” Radwan – Szpital leśny 665 „ – Materiały źródłowe do dziejów Zamojszczyzny po redakcją Z. Klukowskiego /.                                                                                                   To olbrzymie nagromadzenie sił partyzanckich w kompleksach leśnych Puszczy Solskiej zmusiło Niemców do angażowania coraz większych sił policyjno-wojskowych do ich zwalczania
Dochodziło do coraz liczniejszych starć zbrojnych i akcji sabotażowych, w których udział brali także józefowscy partyzanci.
W dniu 14 lutego 1944 roku do Józefowa wkroczył sowiecki batalion partyzancki pod dowództwem mjra Kulbaki. Jak pisze Z. Klukowski w swoim Dzienniku przerażeni Niemcy
ewakuowali swoje rodziny do Lublina i Zamościa nawet z Biłgoraja.
Nastrój paniki wśród Niemców wzmógł się jeszcze bardziej, gdy w dniu 18.04.44r. ten sam oddział mjra Kulbaki zaatakował silnie obsadzony Tarnogród.
W Tarnogrodzie w tym czasie stacjonowały silne oddziały nacjonalistów ukraińskich służących w policji tzw. darmochwalców /od nazwiska swojego dowódcy Włodzimiera Darmochwała /.
Akcje oddziałów sowieckich wspomagał 30 osobowy pluton AK porucznika Groma.
Po opanowaniu osady spalono magazyn materiałów pędnych oraz zdobyto magazyny zawierające zboże, materiały tekstylne, odzieżowe i skórzane. Zniszczono również dokumenty urzędy gminy.
Pluton z oddziału Groma do Tarnogrodu wybrał się ponownie w dniu 23 lutego.
Celem akcji był udany zamach na burmistrza Tarnogrodu Romana Krauze, nacjonalistycznego działacza ukraińskiego.
O akcji tej wspomina również Klukowski, gdyż burmistrzem Szczebrzeszyna był rodzony brat Krauzego Andreas, również ukraiński nacjonalista, ściśle współpracujący z Niemcami.

W dniu 9 marca 44r.w Markowiczach k/Księżpola oddziały Groma oraz Podkowy przejęły 16 furmanek wraz z przewożonym zbożem. Ochrona transportu; 2 żandarmów i 2 policjantów zbiegło bez podejmowania walki.
W dniu 1 kwietnia 44r. na szosie Biłgoraj –Zwierzyniec partyzanci z oddziału Groma – Wara urządzili zasadzkę na Niemców pod miejscowością Panasówka. Zasadzki dokonała drużyna Jastrzębia w składzie: Stanisław Kaczmarek „Stół”, Antoni Kurowski „Zajączek”, „Mały”, „Niedźwiedź”, Andrzej Marzysz „Padjasek”, Stanisław Piecko „Rakieta”, Zbigniew Podczaski „Sajgon”, Tadeusz Szanajca „Szum”, Jan Szmidt, Jerzy Teliczko „Czwarty” i „Wilczur”.
W zasadzce zabito 7 Niemców , spalono samochód oraz zdobyto ważne dokumenty.
Przebieg zasadzki opisał Jerzy Teliczko „Czwarty” / uczeń gimnazjum we Lwowie który wkrótce zginął podczas akcji na stacji kolejowej w Susiec /, we wspomnieniu zatytułowanym „Prima Aprilis” :
„ Pierwszy dzień kwietniowy – początek miesiąca. Siedzimy w naszym leśnym obozie i nudzimy się rzetelnie w oczekiwaniu jakiejś roboty.
Nagle zjeżdża ppor.War.
– „Zbiórka”
Komendant War wybiera patrol z 8 ludzi, który ma być wysłany na zasadzkę przy szosie w celu rekwizycji prowiantu. Zgłaszam się i ja. Wyruszamy o 10 min. 30 rano. Po drodze dowiadujemy się o co chodzi. Mianowicie mamy wiadomość, że szosą z Biłgoraja do Zwierzyńca mają przejeżdżać 3 furmanki wiozące jakiś extra prowiant dla któregoś ze
szwabskich dostojników. Po godzinnej jeździe saniami / kwiecień tegoroczny przypomina raczej styczeń/ jesteśmy nareszcie na miejscu zasadzki. ST. Strzelec Jastrząb jako dowódca patrolu rozstawia żołnierzy na pozycjach.
Pozycje wybraliśmy na wzgórzu pokrytym dość gęstymi krzakami, skąd doskonale widać główną drogę wiodącą do Biłgoraja i miejscowość Zwierzyniec. – Dwóch obserwatorów stanęło od strony obu tych miejscowości, aby sygnalizować gwizdkami rodzaj zbliżającego się pojazdu: liczba gwizdów oznacza rodzaj pojazdu. Wzdłuż wzgórza ustawiono erkaemy, których mamy kilka, również i obok obserwatorów. Po dwugodzinnym oczekiwaniu słychać sygnał od strony Zwierzyńca. To tylko beczki z piwem na saniach. Zatrzymujemy je oczywiście i ukrywamy między drzewami. Zaledwie tylko ustawiliśmy sanie, kiedy obserwator nasz znowu sygnalizuje: tym razem jest to auto.
Skoro tylko auto ukazało się na zakręcie, dowódca patrolu puścił serię z kaemu i szyby auta posypały się z brzękiem. Szofer oczywiście dał gazu. Powtórna seria z drugiego erkaemu popruła tylko dach auta, – nie mamy szczęścia.
Czekamy więc dalej, ale niedługo. Zaledwie minęło 15 minut, kiedy od strony Zwierzyńca znowu sygnał. Tym razem jest to ciężarowe auto.
– „ Zatrzymać ! „ – pada komenda.
Lecz samochód nie reaguje na znaki żołnierzy, którzy mają polecenie zatrzymania go. Pada druga komenda : „Ognia ! „ – Pierwsza seria pada z erkaemu dowódcy rażąc silnie opony. Samochód jedzie jeszcze dalej. Kolej na mnie. Walę z erkaemu trochę wyżej : skutku na razie nie widać. W końcu trzecia seria trafia w szoferkę. Samochód wali się w rów. Wysypują się z niego żandarmi, których teraz widzimy jak na dłoni. Po krótkiej obronie uciekają Szwaby do lasu, niektórzy z nich słaniając się i znacząc drogę krwią. Jest ich około dwudziestu. Zwiewają aż miło, w czym pomagają im strzały z naszych kabelków. Rewidujemy samochód i zabieramy całą zawartość. Jeszcze chwila i auto płonie. Pada rozkaz odskoku i żołnierze przegryzając pierniczki ze zdobytego samochodu odchodzą śmiejąc się, że zrobiliśmy Niemcom taki dowcip.
Jeszcze weselsze miny nasze są nazajutrz, kiedy nasz wywiad stwierdził, że kilku z tych ranionych Szwabów zmarło z ran.
Jest to dla nas niespodzianka, wybraliśmy się po prowiant, a nasiekaliśmy Niemiaszków.
Prawdziwy prima aprilis ! „ / Zamojszczyzna w walce z Niemcami pod red. Z.Klukowskiego/

Udane zasadzki na Niemców organizowano były coraz częściej.
W dniu 15.04.44r. także pod Panasówką zasadził się oddział szkoleniowy Kursu Młodszych Dowódców Piechoty, por. Konrada Bartoszewskiego.
Partyzanci – kursanci zastosowali miny elektryczne, na które najechało pięć ciężarówek niemieckich. Podczas wymiany ognia zabito kilku żandarmów.
W dniu 21.04.44r. pod Góreckiem Kościelnym zasadzkę zorganizował pluton aleksandrowskiego oddziału Wara, przy współudziale oddziału rosyjskiego Karasiowa.
Rozbito oddział Schupo, zabijając 12 Niemców a 6 wzięto do niewoli.

Partyzanci organizowali także często działania paraliżujące ruch kolejowy na trasie Zamość- Lwów, poprzez wysadzanie torów kolejowych, wiaduktów i wież ciśnień.
W dniu 6 kwietnia 44r. oddział Wara w pobliżu stacji kolejowej Krasnobród, zatrzymał pociąg towarowy jadący na front wschodni, z którego zabrano 60 skrzyń amunicji artyleryjskiej, proch artyleryjski w łuskach i 6 noszy sanitarnych.
W dniu 12.04.44r. kursanci Kursu Młodszych Dowódców Piechoty dowodzeni przez Czesława Mużacza – Selima, wykonali akcję na kolejkę wąskotorową Zwierzyniec – Biłgoraj pod wsią Tereszpol.
Zdobyto 2 wagony zboża, rozbito lokomotywę oraz uwolniono 7 więźniów oraz ujęto 3 konfidentów.
Akcję w szczegółach opisała późniejsza żona Selima, Żar / Maria Piasecka odbita zima z wiezienia w Biłgoraju/ ,we wspomnieniach: „ Napad na kolejkę pod Tereszpolem” zamieszczonych w: ” Zamojszczyzna w walce z Niemcami” pod red. Z. Klukowskiego.
W nocy z 14 na 15 kwietnia 44r. koło stacji kolejowej Susiec oddział Wara zaminował tory kolejowe, wykorzystując zdobyte kilka dni wcześniej pociski artyleryjskie.
Na miny najechał pociąg pancerny, a następnie śpieszący mu z pomocą pociąg pomocniczy.
Partyzanci oba pociągi ostrzelali z broni maszynowej.
Powracający z Suśca oddział Wara, pod stacja kolejowa Krasnobród zatrzymał ponownie pociąg towarowy. Tym razem zarekwirowano wagon z odzieżą damską i dziecięcą. Rzeczy te rozdano okolicznej ludności.
Ataki na tory kolejowe nie ustawały.
W dniu 16.04.44r. pod Suścem partyzanci zatrzymali pociąg towarowy z cukrem. Po zdobycz ruszyła okoliczna ludność furmankami, nawet spod Józefowa.
W dniu 18.04.44r. oddział Wara dowodzony przez Józefa Strzałkę „Zagłoba”, zatrzymał na stacji kolejowej w Krasnobrodzie pociąg towarowy przewożący owies, z którym postąpiono podobnie jak z cukrem.
20 kwietnia pod Zwierzyńcem zaś 23 .04.44r. na wysokości Borowiny, oddział Wara zaminował tory kolejowe, w wyniku czego wysadzono 2 pociągi, w tym jeden pancerny.

Do poważnej potyczki doszło w dniu 30 kwietnia 44r. pomiędzy partyzantami z oddziału Wara oraz załoga pociągu wojskowego pomiędzy stacjami kolejowymi Susiec – Nowiny.
W wyniku zażartego boju poległo 6 partyzantów, w tym Jerzy Teliczko ps. Czwarty i Zbigniew Podczaski ps. Sajgon.
Przebieg tej dużej potyczki dokładnie opisał „Sławian” we wspomnieniach „W górę pociągi” zamieszczonych w opracowaniu Z. Klukowskiego „ Zamojszczyzna w walce z Niemcami.”
Tak duża aktywność oddziałów partyzanckich a szczególnie pojawienie się na tym obszarze wielkich jednostek partyzantki radzieckiej, które niewiele różniły się od armii regularnej , skłoniły Niemców do podjęcia szeroko zakrojonej akcji o kryptonimie „Sturmwind”.

Zygmunt Puźniak na podstawie „Materiałów źródłowych do dziejów Zamojszczyzny pod redakcja Zygmunta Klukowskiego”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s