KAMPANIA WRZEŚNIOWA NA ZAMOJSZCZYŹNIE W OKOLICACH JÓZEFOWA

II KAMPANIA WRZEŚNIOWA .

Pierwsza dekada września przyniosła Armii Polskiej szereg niepowodzeń w wojnie obronnej i znaleźliśmy się w głębokiej defensywie. Wojska niemieckie rozbijały kolejno stające na ich drodze armie i związki taktyczne ,zbliżając się w błyskawicznym tempie do centrum kraju. Po przełamaniu granicznych linii obronnych, starali się otoczyć rozbite jednostki i zmusić je do kapitulacji.
Podstawą do ich dalszego działania stała się dyrektywa Naczelnego Dowództwa z 5.IX.39r. w brzmieniu: „ Zamknąć armię polską w łuku Wisły i nie dopuścić do jej wymknięcia się z zakładanych kleszczy przez 14 Armię od południa na Jarosław – Tomaszów – Zamość – Chełm – Włodzimierz i przez 3 Armię od północy po obu stronach Bugu na Brześć – Kowel”
Wykonanie tego zadania powierzone zostało 8 i 28 dywizji piechoty wchodzących w skład
VIII Korpusu , nacierającego po osi Leżajsk, Tarnogród, Józefów, TomaszówDrugi trzon niemieckich kleszczy stanowił XXII Korpus Pancerny gen. Kleista, nacierający
z rejonu Sokala.

Działania niemieckie spowodowały, że począwszy od 13.IX.39r.Armia „Lublin” gen.Piskora i Armia„Kraków” gen. Antoniego Szylinga działająca pod wspólnym dowództwem tego
pierwszego zostały zagrożone zamknięciem w kotle w okolicach Józefowa.
W tej sytuacji gen. Piskor podjął decyzję o przebijaniu się zagrożonych jednostek na tzw.
przyczółek rumuński, wyznaczając kierunek natarcia po osi Biłgoraj – Józefów – Tomaszów.
Tym samym Józefów znalazł się na linii przemarszów i zaciętych walk kilkudziesięciu związków taktycznych począwszy od pułków, po dywizje, samodzielne brygady i grupy operacyjne.
W okolicach Józefowa zrobiło się gorąco jak w przysłowiowym kotle z ukropem; na miejsce wycofujących się jednych jednostek, wkraczały drugie. Po Polakach w miasteczku pojawiali się Niemcy, aby ponownie ustępować miejsca atakującym Polakom.
Wszystko to działo się w walce; przy huku armat, wybuchach pocisków artyleryjskich, bomb lotniczych, jazgocie karabinów maszynowych, przy gęsto ścielącym się trupie. Poległych nie było czasu pochować a jeżeli już, to robiono to pośpiesznie, znacząc prowizorycznie tak samo prowizoryczne groby.
Do najcięższych walk doszło w dniach 16 i 17 września kiedy to 6 dywizja, wchodząca w skład Grupy Operacyjnej „Boruta” dowodzonej przez generała Mieczysława Borutę – Spiechowicza, po nocnym przemarszu gościńcem fryszarkowskim i płaszczyźnianym z rejonu Łukowej, pod silnym ostrzałem artyleryjskim, znalazły się w Józefowie, gdzie zajęła pozycje obronne po wycofującym się 8 pułku ułanów ze składu Krakowskiej Brygady Kawalerii.
W skład 6 Dywizji Piechoty wchodziły m.inn.12 i 20 pułki piechoty. Starły się one z silną niemiecką 28 Dywizją Piechoty pod Józefowem. W dniu 17 września w wyniku tych walk Józefów spłonął niemal doszczętnie./ patrz opis E.Herca poniżej /.
Również 17 września pod Aleksandrowem ciężkie walki toczył 16 Pułk Piechoty
W tym samym czasie po linii Kraśnik – Frampol- Józefów przesuwała się
Warszawska Brygada Pancerno – Motorowa dowodzona przez płka Stefana Roweckiego, późniejszego gen.”Grota” dowódcę Armii Krajowej .Była to jedna z najbardziej doborowych jednostek WP.
Przejście brygady z Frampola do Józefowa w nocy z 15 na 16 września tak opisuje Rowecki w swych pamiętnikach: „…Coś okropnego, jak ciężki był ten marsz. Tysiące wozów taborowych, masy łazików z zapadnięciem nocy zapadnięciem nocy zapełniają szosy. Nawet nie wiadomo, skąd oni wypełzają i zagważdżają komunikacje…Katastrofa z benzyną. Dowóz odcięty od szeregu dni…. Musiałem więc wydać drakońskie rozkazy co do likwidacji naszego taboru samochodowego. Kilkaset wozów brygady kazałem zostawić, ści1)gając z nich benzynę….
Z trudem zdobyliśmy 3000 litrów na ogólną ilość potrzebną na dzień marszu 100 km około 10000 litrów. Co będzie, to aż myśleć nie chcę, gdy jutro, pojutrze staną nam w walce motory z braku paliwa.” Stefan Rowecki – Wspomnienia i notatki. Czerwiec – wrzesień 1939. Warszawa 1957r.
Brygada pełną sprawność bojową osiągnęła pod Zwierzyńcem uzupełniając paliwo
i uzbrojenie kosztem samochodów Armii „Kraków”. Uderzenie jej po wyznaczonej osi i zajęcie Tomaszowa Lubelskiego miało być swoistym taranem otwierającym drogę innym polskim jednostkom. Niestety uderzenie to na wskutek wyżej opisanych trudności nie było na tyle skuteczne aby stworzyć szerszy wyłom w niemieckich kleszczach.
Ostatecznie wojska Frontu Środkowego dotarły pod Tomaszów, gdzie zostały po krwawych walkach w dniach 18 – 20 września okrążone i zmuszone do kapitulacji.
Wraz z gen. Piskorem do niewoli dostało się kilkuset oficerów i ponad 20 tys. żołnierzy.
Płk Rowecki nie poddał się do niewoli i z grupą zaufanych żołnierzy, po przebraniu w cywilne ubrania, przedostał się do Warszawy.
Duża grupa jeńców wziętych do niewoli w walkach pod Tomaszowem została w dniu 22 września przyprowadzona do Józefowa i rozlokowana w prowizorycznym obozie na polach pomiędzy cmentarzem a Pardysówką. Jeńców było tak dużo, że kolumny ich przyprowadzane były, z małymi przerwami, niemal przez cały dzień. Żołnierze byli wycieńczeni długim marszem, głodni i spragnieni. Mieszkańcy Józefowa ,głównie kobiety, gdyż mężczyźni byli na wojnie, zbierali po domach żywność, gotowali i przynosili żołnierzom. Akcją pomocy dla jeńców kierowały nauczycielki: Antonina Fuchsówna, Zofia Tokarska oraz pani Iżycka.
Pomoc skierowana była także dla rannych, których Niemcy ulokowali w bożnicy i chederze.
Oficerowie przetrzymywani byli na terenie probostwa, zaś najwyżsi rangą na plebanii.
Według informacji podanych przez józefowskiego kronikarza tego okresu Edwarda Herca
a uzyskanych od proboszcza parafii księdza Michała Całki na plebanii przetrzymywano generałów: dyw. Tadeusza Piskora, bryg. Jana Jagmin Sadowskiego, bryg. Bernarda Monda, bryg. Zygmunta Piaseckiego, bryg.Tadeusza Malinowskiego i bryg. Józefo Zająca.
Część jeńców korzystając z ciemności i pomocy mieszkańców Józefowa, zaopatrzona
w cywilne ubrania uciekała. Obóz wprawdzie był obstawiony wartownikami ale przyznać
należy, że zbytnio nie przykładali się do pilnowania jeńców.
Rano 23 września kolumna wyruszyła w kierunku Łukowej, zaś na ich miejsce przyprowadzono nową, mniej liczną grupę, złożoną już głownie z samych żołnierzy.
Był wśród nich mieszkaniec Józefowa Antoni Korona, który korzystając z ciemności przebrał się w przyniesione przez żonę ubranie cywilne i udał się spokojnie do domu.
Również i tym żołnierzom przynoszono gotowaną zupę, chleb i pieczone a nawet surowe kartofle.
Jeńców przeprowadzili Niemcy przez Józefów jeszcze w dniu 24 września. Nocowali oni wcześniej na terenie tartaku Długi Kąt. Mieszkańcy podawali im wodę, chleb i ziemniaki. Udali się oni pośpiesznie, także traktem fryszarkowskim, w kierunku Łukowej. W trakcie ich przemarszu słychać już było znowu narastający huk armat dochodzący z rejonu Krasnobrodu. Do Józefowa zbliżała się nowa nawałnica.

Kiedy kończyła się tzw. pierwsza bitwa pod Tomaszowem w okolice Józefowa zbliżało się
następne wielkie ugrupowanie wojskowe , zwane Frontem Północnym dowodzone przez gen. Dąb- Biernackiego, wcześniejszego niefortunnego dowódcę Armii „Prusy”
Marszałek Rydz – Śmigły postawił przed nim zadanie pozbierać rozbite lub nadal walczące polskie pułki, armie i związki operacyjne i utworzyć z nich siłę zdolną przeciwstawić się niemieckim pancernym korpusom Guderiana a ocalałe siły wycofać w porządku i zdolności bojowej na „ przyczółek rumuński”.                                       Generałowi Dąb- Biernackiemu udało się wprawdzie zebrać rozproszone siły Wojska Polskiego i rozpocząć sprawne ich wycofywanie, ale tylko do rejonu południowych krańców Roztocza. Wraz z ostatnimi strzałami kończącej się właśnie pierwszej bitwy rozpoczynała się druga bitwa tomaszowska.
Wojska Frontu Północnego stoczyły w tej fazie szereg bitew i potyczek przełamując kolejno zapory niemieckie pod Rachaniami, Łaszczowem, Czerkasami, Werbkowicami, Teresinem, Przewalem i Komarowem. Do największej bitwy doszło pod Cześnikami /20 – 22.IX.39r/
Mimo tych sukcesów, gen. Dąb – Biernacki po otrzymaniu meldunków o przekroczeniu przez Armię Czerwoną rzeki Bug, podjął w dniu 23 września w Wożuczynie decyzję o rozformowaniu Sztabu Frontu Północnego i przedzieraniu się w kierunku Węgier na własną rękę. Generałowi Przedrzymirskiemu wydał polecenie przeprowadzenia z Niemcami rozmów na temat warunków kapitulacji. Sam opuścił armię i po kilku dniach znalazł się na Węgrzech.
Losy pozostawionych samopas jednostek przedstawiały się bardzo różnie.
Większość dowódców nie posłuchała polecenia o kapitulacji i prowadziła nadal wyznaczony wcześniej kierunek natarcia. Do części informacja ta nigdy nie dotarła i oni też kontynuowali walkę.
Rozkaz o kapitulacji nie dotarł na pewno do dowódcy Grupy Operacyjnej Kawalerii gen. Władysława Andersa, która w chwili podejmowania tej decyzji znajdowała się już w rejonie Suchowoli i prowadziła z powodzeniem natarcie na Krasnobród. W skład Grupy wchodziła Wołyńska i Nowogródzka Brygady Kawalerii / 25 i 26 Pułk Ułanów Wielkopolskich,27 Pułk
Ułanów Nieświeżskich gen.Andersa, 19 Pułk Ułanów Wołyńskich,20 Pułk Ułanów im.Króla Jana Sobieskiego, 2 Pułk Strzelców Konnych z Hrubieszowa i 4 Pułk Strzelców Konnych z Płocka. Grupa wprawdzie mocno przerzedzona w bitwach pod Jacnią / Brygada Wołyńska/ i Krasnobrodem, nie dała się jednak Niemcom zepchnąć do kotła i poruszając się traktami pomiędzy Józefowem a Nowinami / przez Długi Kąt i Hamernię/ udała się w kierunku Lwowa, tocząc po drodze boje pod Rudą Różaniecką i Morańczem. Pod Lwowem została otoczona i rozbita przez Niemców. Generał Anders został ranny i wprawdzie nie dostał się do niewoli niemieckiej, jednak wkrótce został pojmany przez Sowietów i uwięziony.
Polecenia gen.Dąb – Biernackiego o kapitulacji nie wykonali miedzy innymi generałowie:
gen.bryg.Emil Przedrzymirski- Krukowicz d-ca Armii „Modlin” oraz gen.bryg.Wacław
Piekarski d-ca 41 Dywizji Piechoty, którzy tego samego dnia / 23.IX./, po krótkiej naradzie, postanowili pomaszerować z rejonu Wożuczyna w kierunku północno – zachodnim w celu
połączenia się z Grupą Operacyjną gen.Kruszewskiego i wchodzącą w jej skład 39 Dywizją Piechoty gen.Olbrychta, która po zwycięskiej bitwie pod Cześnikami podjęła marsz na kierunku Suchowola – Krasnobród – Józefów poruszając się za Grupą Operacyjną gen. Andersa.
Pod Suchowolą, Jacnią i Krasnobrodem jednostki te przez dwa dni 24 – 25.IX toczyły uporczywe boje. Umożliwiły one w dużej mierze bezpieczne oddalenie się zgrupowania
gen. Andersa.
Atakująca zaciekle niemiecka 8 Dywizja gen. Kocha zepchnęła polskie jednostki w rejon
Zwierzyńca, Brzezin i Górecka .Niemcy zajęli Józefów i zaryglowali drogę do Aleksandrowa obsadzając ją aż do skraju wioski. W dniu 26.IX doszło do ciężkich walk w tym rejonie / Sigła – Górecko /, podczas których polegli między innymi ppłk Zygmunt Fila, mjr Jan Światłowski, mjr Władysław Nowacki, kpt. Ryszard Radzikowski i kpt. Krystyn Wielogórski
Po zamknięciu kotła od strony Tereszpola przez niemiecką 27 Dywizję polskie jednostki znalazły się w matni.
Według komunikatu dowództwa niemieckiego z dnia 27 września ,w Górecku Kościelnym
i Tereszpolu :”W walkach …27 DP niemieckiej wzięto do niewoli 500 polskich oficerów,
m.in….d-ca Armii „Modlin” gen. Przedrzymirski, d-ca KOP gen. Jan Kruszewski, d- ca
7.DP gen. Franciszek Lindorf-Antkowicz, d-ca 39.DP gen. Bruno Olbrycht, d- ca 41.DP
Wacław Piekarski, ze swymi sztabami i 6000 ludzi.”
Na pobojowiskach zostały stosy broni, karabiny, karabiny maszynowe ciężkie i lekkie, szable i bagnety ale także działa, granatniki i moździerze. Porzucone zostały działa, samochody wozy konne transportowe, uprząż, siodła, lornetki, rakietnice i inne akcesoria żołnierskie. Po polach i lasach błąkały się konie. Żołnierze porzucali broń i sprzęt i zgodnie
z rozkazem, na własną rękę przedzierali się do domów.
Najwięcej porzuconej broni i sprzętu wojskowego znajdowało się w rejonie wioski Szopowe, gdzie rozbroiła się 39.DP wraz z artylerią i okolicach Górecka Starego i Kościelnego.
Jednostki wojskowe składały broń także w innych miejscowościach wokół Józefowa;
w Tarnowoli, Borowcu, Górnikach. Drogi i dukty leśne prowadzące do miasta zatarasowane były porzuconym sprzętem i samochodami, pozostawionymi z braku paliwa. Lasy i pola pełne były porzuconej broni i gęsto zasłane trupami. Pobojowisko było praktycznie na obszarze całej gminy od Aleksandrowa do Hamernii i Nowin oraz od Górnik po Pardysówkę i Borowiec.                                                                                          Uprzątaniem pobojowiska zajęli się najpierw Niemcy, których patrole sanitarne zbierały ciała poległych niemieckich żołnierzy i urządzały im pochówki w wyznaczonych miejscowościach.
Niemcy zabierali również lepszy sprzęt i broń.
Na pobojowiska wychodzili mieszkańcy pobliskich wiosek aby, najpierw z ciekawości, zobaczyć rozmiar strat i zniszczeń , a później aby zebrać użyteczny w gospodarstwie sprzęt wojskowy, złapać pałętającego się konia lub wyszukać sobie porządną pukawkę. Największym powodzeniem cieszyły się siodła kawaleryjskie, uprząż, szable i bagnety.
„ Do wioski przychodziły wiadomości, że po lasach i polach w okolicy Krasnobrodu, Zielonego i innych miejscowości bez uprzęży chodzą konie wojskowe. Następnego dnia z bratem Józefem poszliśmy szukać konia. Złapaliśmy dużego gniadego konia, brat wsadził mnie na niego i kazał jechać do domu. Jechałem z wielkim strachem, bo wydawał mi się bardzo wysoki. Wszędzie w lesie leżało dużo broni różnego kalibru, karabiny ręczne, długie, krótkie, polskie i francuskie, bagnety różnego rodzaju, karabiny maszynowe, rkm-y, lkm-y i masa amunicji w skrzynkach drewnianych, pojemnikach blaszanych szczelnie lutowanych naokoło, by do środka nie dostała się woda. W leśnym zagajniku stało działo przeciwlotnicze, wciągnięte w taki gąszcz, że go wcale nie było widać. Wdrapaliśmy się na nie i kręciliśmy lufą we wszystkie strony, w górę, w dół, na boki i jak się tylko dało. W innym miejscu leżała kupa naboi do tego działa. Niektórzy chłopcy próbowali strzelać z karabinów, lecz nie byli w stanie ich utrzymać z powodu odrzutów przy strzałach. Ja też spróbowałem strzelać i żeby lepiej, to wyszło przywiązaliśmy z chłopakami karabin do drzewa. Za parę dni przyszło do sołtysa zarządzenie, by zebrać broń oraz amunicję i furmankami przewieść do Józefowa. Niektórzy chowali broń po różnych kryjówkach, wrzucali do strumyków, rzek, wkładali w dziuple drzew, konserwowali i zakopywali do ziemi, a robili to przeważnie wojskowi w wielkiej tajemnicy” / Szczepan Mateja ps. Sokół – Wspomnienia żołnierza AK z oddziału Wira”.
Przy zbieraniu i konserwacji broni dochodziło niejednokrotnie do nieszczęśliwych , nawet
śmiertelnych wypadków. Cytowany wyżej Szczepan Mateja wspomina, że w Górnikach
mieszkaniec tej wioski o nazwisku Szkołuba podczas rozbierania w mieszkaniu miny,
wysadził siebie i dom w powietrze. Przypadków podobnych zdarzało się na terenie gminy bardzo wiele.
Chowano także poległych żołnierzy, najpierw prowizorycznie w miejscach ich znalezienia,
bezpośrednio na pobojowiskach, znacząc miejsca pochówku drewnianymi krzyżami a niekiedy kamieniami z wyrytymi krzyżami i liczbą poległych.
W późniejszym okresie porządkowaniem pobojowisk i organizowaniem pochówków zajął się Czerwony Krzyż. Żołnierzy zwożono na wyznaczone cmentarze lub miejsca, gdzie urządzano cmentarze.
Do domów zaczęli powracać z wojny pierwsi mężczyźni. To oni jako byli wojskowi organizowali wyprawy po lasach i wzgórzach Roztocza w poszukiwaniu poległych kolegów aby zorganizować im należny żołnierzowi pochówek. To oni też zaczęli w sposób zorganizowany zbierać z pobojowisk porzucony sprzęt i broń, konserwować ją i ukrywać przed Niemcami.                                                                                                                     Zaczęło się odbudowywanie zniszczeń, które były ogromne.
Kampania Wrześniowa w naszym rejonie była bowiem najbardziej krwawa i wyniszczająca w całym kraju. Historyk wojskowości Antoni Sikorski w studium „Kampania wrześniowa na Lubelszczyźnie w 1939 roku. Lublin 1966r.” pisze: „Trzeba zaznaczyć, że żadne z województw w naszym kraju nie przyjęło na siebie tylu ciężarów wojennych i tak długotrwałych, jak województwo lubelskie. Przez każde z naszych województw przetoczyła się jedna lub część armii polskiej, a w ślad za nią jedna lub dwie armie niemieckie. Przez województwo lubelskie w ciężkich walkach odwrotowych przeszły cztery armie polskie: „Lublin”, „Kraków”, „Modlin”, „ Prusy” i dwie grupy operacyjne: „Polesie” i kawalerii.
W ślad za wojskami polskimi przeciągnęło przez Ziemię Lubelską osiem korpusów niemieckich. Należy pamiętać, że wszystkie wyżej wymienione armie i grupy operacyjne
zakończyły swoje walki w kotle Zamość – Szczebrzeszyn – Zwierzyniec – Krasnobród –
Tomaszów Lubelski – Tarnawatka. Armie „Lublin” i „Kraków” biły się w składzie Frontu
Północnego gen.Dąb-Biernackiego. Przez Ziemię Lubelską przemaszerowały ośrodki zapasowe jedenastu dywizji piechoty, tyluż pułków artylerii i całego szeregu ośrodków
łączności, saperów, broni pancernej, lotnictwa. Można śmiało postawić tezę, że formacje
pomocnicze i rezerwowe, przeciągające przez teren województwa lubelskiego, były
składowymi częściami co najmniej połowy armii polskiej.”

Wojna 1939 roku spowodowała na terenie gminy ogromne straty materialne i osobowe
a miejscową ludność postawiła, przed nadchodzącą zimą, w niezwykle trudnej sytuacji Ostrzały artyleryjskie i naloty lotnictwa, ale nade wszystko przemarsze wojsk swoich i obcych wymuszające na chłopach daniny, nie tylko żywnościowe, powodowały, że wyludniały się całe wioski a nawet rejony. Mieszkańcy wraz z ocalałym dobytkiem kryli się po lasach budując prowizoryczne schrony. Widoki ogromnej liczby poległych żołnierzy, prowadzonych kolumn wygłodniałych i wycieńczonych jeńców wojennych, porzuconego sprzętu i broni, błąkających się koni, płonących czołgów i samochodów, napawały ich przerażeniem. Pogłębiały je pożary wiosek i miasteczek wywoływane ogniem artyleryjskim i bombardowaniem lotnictwa.

Największe straty poniósł Józefów. W dniu 17 września w wyniku ostrzału artyleryjskiego i lotniczego spłonęła znaczna część drewnianej zabudowy miasteczka. Pożar strawił blisko połowę budynków mieszkalnych i gospodarczych. Centrum miasta oraz jego północna strona, gdzie budynki przylegały jeden do drugiego, spłonęły całkowicie. Wiele budynków zostało uszkodzonych. Przechodzące wojska zagrabiły resztki pozostawionego i ocalałego z pożogi mienia. W mniejszym stopniu, ale podobnie sytuacja przedstawiała się na terenie całej gminy.
Obraz płonącego Józefowa najdokładniej jak dotychczas przedstawił Edward Herc w opracowaniu „Działania Wojenne na Zamojszczyźnie we wrześniu 1939r”./ w załączniku /.
Straty osobowe były znikome, od rozrywających się pocisków zginęło na terenie gminy około 5 osób. / załącznik poległych w okresie II wojny /.
Losy żołnierzy walczących w obronie kraju przedstawiały się bardzo różnie, np. Stanisław Zaśko i Jan Gontarz dostali się do niewoli sowieckiej, skąd trafili do armii gen. Andersa, przeszli cały szlak bojowy i w 1945 r. powrócili do Józefowa.
Większość po zakończeniu działań wojennych powróciła do domu. Powroty te wyglądały bardzo różnie, np. opisywany już Antoni Korona, przyprowadzony został przez Niemców do Józefowa jako jeniec wojenny, skąd wydostał się na wolność. Ułan Marcin Łasocha pod koniec września wjechał do Józefowa z pełną fantazją ułańską, na koniu, w pełnym umundurowaniu i szablą przy boku. Inni zaś, jak Jan Puźniak, przedzierali się przez pełne ukraińskich nacjonalistów wioski aż spod granicy rumuńskiej. Jeszcze inni, jak Edward Herc, dostali się do niewoli i przebywali w oflagach na terenie Niemiec.

Wojna zmieniła oblicze Józefowa. Stało się to także za sprawą wojsk Armii Czerwonej, które wkroczyły do Józefowa 1 .X.1939r.Część mieszkańców, głównie komunizującej biedoty żydowskiej przyjęła ich entuzjastycznie i przystąpiła do organizowania nowej władzy w tym oddziałów milicji zwanej przez ludność milicją opaskową od noszonych czerwonych opasek na rękawach. Zaczęli wprowadzać swoje porządki, terroryzując często polską ludność. Hasła: „Twoja krowa moje mleko”, były na porządku dziennym. We wspomnieniach spisanych przez Edwarda Herca pobyt Sowietów w Józefowie wyglądał następująco: „Wojska sowieckie przybyły do Józefowa 1 października. Uzbrojenie i umundurowanie ich było bardzo liche. Mimo to usposobieni byli bardzo dobrze. Śpiewali, a przy dźwiękach harmoszki tańczyli. Natychmiast objęli władzę józefowscy komuniści narodowości żydowskiej. Komisarzem został Szewc Fłom, jego zastępcą syn olejarza – Fojgielmach. Do milicji zwerbowano dwóch Polaków, którzy nosili czerwone opaski. Po objęciu gminy i posterunku, zabrali klucze ze spółdzielni „Społem”, której kierowniczką została Haja Fiszel / moja szkolna koleżanka / i Oberbadyn. Na rynku józefowskim odbył się wiec. Fojgielmach skarżył się na prześladowanie komunistów przez polskie władze. I na biedę. Z płaczem opowiadał jak to oni wyglądali wolności przez dziurkę od klucza…Zaraz zaaresztowano komendanta policji polskiej Bielińskiego i policjanta Srokę, których osadzono w areszcie”
Rosjanie w Józefowie przebywali około tygodnia czasu, do 8 października. W tym czasie
z pobojowisk zebrali cały lepszy sprzęt wojskowy i uzbrojenie, do zbierania którego przymuszali miejscową ludność. Dokonywali rekwizycji żywności i cenniejszego dobytku.
Wszystko to spowodowało, że kiedy wycofali się za linię Bugu, ludzie odetchnęli z ulgą.
Wraz z Armią Czerwoną Józefów opuściło dużo ludności żydowskiej, przeważnie członków i sympatyków partii komunistycznej oraz tego ustroju.
Na miejsce wycofującej się Armii Czerwonej wkroczyli Niemcy, zaczęła się okupacja.

Dokładniejsze i bardziej fachowe opisy opisanych wydarzeń szukać można w następujących opracowaniach:
Antoni Sikorski – Kampania wrześniowa na Lubelszczyźnie. Lublin 1966r.
Zygmunt Mańkowski – Między Wisłą a Bugiem 1939 – 1944. Lublin 1978
Leszek Siemion – Na wzgórzach Roztocza. Lublin 1978
Edward Herc – Działania Wojenne na Zamojszczyźnie we wrześniu 1939r. Lublin 1995
Polskie Siły Zbrojne w II wojnie światowej. T.I Kampania wrześniowa Londyn 1962
Tadeusz Sztumberk – Rychter – Artylerzysta piechurem. Warszawa 1966
Relacjach mieszkańców Józefowa zebranych przez autora w latach 1972 – 1974.

Zamość 22.01.2007r. Zygmunt Puźniak

.

POŻAR JÓZEFOWA W DNIU 17 WRZEŚNIA 1939 R.

W „Działania wojenne na Zamojszczyźnie we wrześniu 1939r.” Lublin 1995 str. 35- 37.
opracowane przez mieszkańca Józefowa Edwarda Herca.

„ Około godziny dziewiątej rano, nad Józefowem ukazał się niemiecki samolot obserwacyjny. Artyleria przeciwlotnicza znajdująca się w zagajniku koło Borowiny wzięła go w krzyżowy ogień. Lotnik udając trafionego wpadł w korkociąg, ale nad ziemią wyprowadził samolot i odleciał w stronę Łukowej. Mniej więcej za piętnaście minut nadleciał powrotem nad Józefów. Tym razem leciał nisko. Nad Nadleśnictwem wystrzelił
trzy czerwone rakiety. Po tym sygnale, niemiecka artyleria znajdująca się w lesie Dębowce
na tak zwanej Płaszczyźnie i ciężka artyleria spod łukowskiego kościoła otworzyły huraganowy ogień na Józefów. Polska artyleria znajdująca się w Patokach u podnóża Hołdy, składająca się z czterech dobrze zamaskowanych dział, ostrzeliwała las Dębowce.
Z rejonu Senderek i Potoka inny oddział artylerii ostrzeliwał przedpola Górecka Starego,
do którego od strony Tereszpola zbliżał się nieprzyjaciel. A I Pułk Ochrony Pogranicza liczący zaledwie sześciuset strzelców i dwanaście ciężkich karabinów maszynowych, wraz z 201. Pułkiem Piechoty Rezerwy liczącym około czterystu ludzi, jedenaście ciężkich karabinów
maszynowych i dwa działa przeciwpancerne, szykowały obronę Górecka Starego.
Po rozpoczęciu kanonady, ludność cywilna wraz z bydłem uciekała z Józefowa. Z ulicy
Biłgorajskiej i południowej części miasteczka ludzie kryli się na kirkucie. Niektórzy chowali się w jamach kamieniołomowych. Wielu Żydów skryło się w rowie Majdanu Nepryskiego,
Gdzie zostali zauważeni i zaatakowani przez samoloty niemieckie, kilku z nich zostało zabitych z karabinów maszynowych. Część mieszkańców znalazła kryjówkę w wykopanych schronach, bądź w piwnicach.
Niemcy po otwarciu ognia artyleryjskiego na Józefów, kamieniołomy i Morgi, rozpoczęli
Natarcie na polskie pozycje znajdujące się w kamieniołomach, a szczególnie na wzgórzu obok zagrody Momota, przez które biegnie szosa na Józefów. Jednak każde niemieckie natarcie
załamywało się pod ogniem polskich cekaemów ustawionych na wzniesieniach kamieniołomach oraz na wniesieniu znajdującym się naprzeciw piekarni GS na piaskowej górze Winiarczyka i w budynkach rodziny Zaśków. Za każdym razem Niemcy zmuszeni byli wycofać się z powrotem do lasu.
Podczas gdy niemiecka piechota bezskutecznie atakowała józefowskie pozycje obronne , niemiecka artyleria przez cały dzień ostrzeliwała Józefów i okolice, z dział różnego kalibru,
podpalając miasteczko. Pierwsze zapaliły się szkolne ustępy, następnie dom Leflera, który znajdował się na zachodniej stronie ulicy Miszki Tatara, mniej więcej tu gdzie stoi obecnie
dom Szkałuby, potem kompleks budynków łączących się prawie ze sobą od ulicy Kościuszki do Kościelnej między rynkiem a ulicą M.Tatara. Inny pocisk zapalił dach żółtego domu, gdzie
obecnie znajduje się posesja Władysława Kowala. Potem zapaliła się apteka Żmudzkiej i dom Macieja Hodary. Pierwsze pożary były niewielkie i z łatwością można je było ugasić, ale mieszkańców tych domów, Żydów, nie było, wszak wszyscy schronili się w schronach lub kamieniołomach. Nie było więc nikogo, kto tłumiłby ogień. W chwilę później pocisk zapalił zabudowania Józefa Mazurka na ulicy Leśnej, drugi – jakiś budynek w środku ulicy koło chałupy Grada jeszcze inny zabudowania Wajntrauba i Marii Dudzicz na ulicy Popławskiego.
Z tych właśnie punktów zapalnych, a potem wskutek powstania silnego południowo-zachodniego wiatru, wszystko połączyło się w jedno wielkie ognisko…..
W międzyczasie ogień z żółtego domu przerzucił się na drugą stronę ulicy, na drewniany dom piętrowy należący do Fajwła Sznajdermesera. Płonące belki spadały z dachu tarasując ulicę Kościuszki. Wiatr przerzucał ogień również na stronę północno – wschodnią, tak że od domu
Sznajdermesera zapaliły się kolejno domy: Gringerga, Milca, Waremsztajna, Maśki, Adama Marta. Płonął już dom Waldemara, sąsiadujący z naszym domem, mój dom rodzinny miał od
Frontu pomalowaną olejną farbą werandę z desek. Najprawdopodobniej gdyby nie ta weranda
dom by ocalał, a tak zapaliła się weranda – malowane deski paliły się jak szczapy. Od werandy zapalił się dach i cały dom…..
Od naszego domu zapalił się dom sąsiada Żmudy i wokół wszystkie budynki gospodarskie. Był taki żar, że o ratowaniu czegokolwiek nie było mowy. Niedługo później ogień przerzucił się na dach Ludwika Słupskiego. Na szczęście właściciel ze swym synem, kilkunastoletnim Stefanem, byli w domu. Odległość od palących się domów – z jednej strony od Wojciecha Żmudy z drugiej od Tomasza Ostasza – była dostateczna i umożliwiała ratowanie. Zerwano płonący dach i dom ocalał. W ten sposób uniemożliwiono przerzucenie się ognia na dom Michała Puźniaka. Obok paliły się budynki: Wojciecha Gontarza, Franciszka Grzyba i Józefa Gontarza, do których ogień dotarł od ulicy Leśnej. Potem ogień zbliżał się po płotach do domu
Piotrowej Puźniakowej, u której nie było nikogo. Tymczasem nasz dom palił się bez ratunku, bo nie było nawet sposobu go ratować, ale obok domu Puźniakowej stała jeszcze nasza piekarnia. Rodzice zaczęli ratować zabudowania Puźniakowej, ochraniając jednocześnie naszą piekarnię. Mimo nieprzerwanego ognia artyleryjskiego i rozpryskujących się wokół szrapneli, mój Ojciec – stary frontowy żołnierz – bez strachu, wspólnie z matką rozebrali płonący płot i zlali wodą dom Puźniakowej, zabezpieczając przed płomieniami przenoszącymi się już z palących się budynków Franciszka Grzyba. W ten sposób z jednej strony Ludwik Słupski ze swym 14 letnim synem Stefanem, z drugiej zaś moi rodzice, przeszkodzili w rozprzestrzeniani się ognia dalej na wschód. Spośród 453 domów / nie licząc budynków gospodarczych /, 166 domów spłonęło…
Artyleria niemiecka celnie ostrzeliwała ulicę traktową – Kościuszki. Jeden z pocisków trafił
w schody domu Klajnego, kolejny w ganek domu Kornela, inny w Dom Spółdzielczy, a jeszcze inny w gminę, przebijając na wylot ściany. „

One thought on “KAMPANIA WRZEŚNIOWA NA ZAMOJSZCZYŹNIE W OKOLICACH JÓZEFOWA

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s