Bitwa pod Kobylanką – największa , zapomniana powstańcza bitwa na Zamojszczyźnie

K O B Y L  A N K A     1 – 6 .V.1863 r.  –145 rocznica zapomnianej bitwy.

                 Któż z nas, mieszkańców Zamojszczyzny, nie słyszał takich nazw jak Osuchy, Borowiec, Uroczysko Maziarze ? Każdy bezbłędnie odpowie, że są to miejsca nad rzekami Tanew, Sopot, Studzienica, gdzie doszło do partyzanckiej hekatomby okresu II wojny.

Jednak tylko nielicznym wiadome jest, że niemal na tym samym obszarze, 80 lat wcześniej,  rozegrała się jedna z największych bitew Powstania Styczniowego – bitwa pod Kobylanką , której nazwa wzięła się od  kompleksu leśnego „Kobylanka” położonego nieopodal Borowca. / patrz mapka /.    Warto więc może przypomnieć tę zapomnianą historię:                                                                                                                                  W dniu 27 kwietnia 1863 roku,  a więc w okresie kiedy powstanie jeszcze miało charakter zaczepnego lub zaczepno – obronnego, w okolicach Woli Różanieckiej, przekroczył granicę na rzece Tanew 700 osobowy oddział powstańczy dowodzony przez gen. Antoniego Jeziorańskiego.                                                                                                    Antoni Jeziorański, urodzony w Warszawie, wówczas 42 letni działacz niepodległościowy, nominację generalską otrzymał z rąk samego Langiewicza w dowód uznania jego działalności konspiracyjnej, waleczności w pierwszym okresie powstania oraz zasługi wcześniejsze a między innymi udział w rewolucji węgierskiej 1848 – 49 roku oraz walkach podczas wojny krymskiej w legionie Wysockiego.

Korpus Jeziorańskiego, uzbrojony w nowoczesną broń, posiadający także nieźle wyszkoloną kadrę oficerską, nie podjął od razu marszu w głąb kraju, chociaż otrzymał takie dyrektywy od lwowskiego kierownictwa powstania, gdyż musiał oczekiwać na mające wkrótce nadejść z Galicji zaopatrzenie w amunicję ( aktualna ilość pozwalała zaledwie na kilkugodzinną walkę). Inną okolicznością wpływającą na taka decyzję była konieczność przeszkolenia ochotników, zapoznania z dowódcami oraz wytłumaczenia elementarnych zasad prowadzenia walki.                                                                             Pamiętać bowiem należy, że formowanie oddziałów powstańczych w Galicji odbywało się potajemnie, pod czujnym okiem tajnych służb austriackich i mimo ich, w miarę tolerancyjnego podejścia, nie było to takie proste.                                                              Oficerowie schodzący się na punkty zborne nie znali podkomendnych a żołnierze swoich dowódców, ponadto byli słabo wyćwiczeni i nie obyci z komendą i bronią.                           Nieprzyjaciel był z reguły uprzedzony o dniu i miejscu przejścia granicy.                                      W tej sytuacji gen. Jeziorański, jako doświadczony żołnierz, podjął decyzję o zatrzymaniu się gdzieś w pobliżu granicy, w dogodnym do obrony terenie a czas poświęcony na oczekiwanie nadejścia amunicji wykorzystać do odpowiedniego przeszkolenia powstańczych ochotników.

30 kwietnia 1863 roku po marszu przez niezwykle bagnisty teren, pomiędzy rzekami Tanew i Studzienica , zalany dodatkowo wiosennymi roztopami, zatrzymał się na postój na wyżej położonym terenie lasu zwanego ”Kobylanką „  ciągnącego się od Borowca do pobliskich Tepił.                                                                                                                      Założony przez powstańców obóz , otoczony moczarami, dostępny stał się dla nieprzyjaciela tylko dwoma prowadzącymi doń drogami;  wzdłuż wzgórza zwanego Łysą Górą oraz duktem leśnym od strony Borowca

Rosjanie, którzy poprzez szpiegów od pierwszych godzin śledzili poczynania korpusu Jeziorańskiego, skierowali w ten rejon cztery kompanie archangielskiego pułku piechoty, szwadron ułanów i sotnię kozaków, wsparte dwoma armatami. Łączne siły rosyjskie wynosiły około 800 żołnierzy i dowodzone były przez kpt. Sternberga.                             Siły to były potężne zważywszy, że żołnierz rosyjski był doskonale wyćwiczony i zaprawiony w bojach, nie tylko z oddziałami powstańczymi, ale wcześniej uczestniczył w wojnie krymskiej i innych regularnych zmaganiach.                                                          Tym większa jest wobec tego chwała powstańczego oręża, kiedy to 1 maja 1863 roku, po kilkugodzinnej krwawej walce odparli zażarty atak wojsk rosyjskich, zadając im ciężkie straty w ludziach i sprzęcie./ zdobyto 1 działo oraz znaczne ilości karabinów/.

Rosjanie nie darowali porażki. Na pomoc odpartym wojskom Sternberga ruszyły dodatkowe siły; mjr Ogalina z Tarnogrodu w składzie 4 kompanii piechoty, które skoncentrowały się w miejscowości Zamch, oraz korpus mjr Czerniawskiego, który wyruszył z Janowa Lubelskiego w sile 3 kompanii piechoty, szwadronu ułanów i półsotni  kozaków. Dowództwo nad całością sił rosyjskich, których koncentracja nastąpiła w dniu 5.V.1863r. we wsi Osuchy, objął płk Miednikow. Łączne siły rosyjskie były potężne, liczące ponad 2000 żołnierzy wsparte 6 działami w tym dwoma moździerzami, niektórzy historycy siły rosyjskie obliczają nawet na 3000 żołnierzy. Część z nich Miednikow  skierował w rejon wsi Maziarze i Głuchy dla wyłapywania powstańców z rozbitego pod Józefowem oddziału Lelewela Borelowskiego.                                                                                           Wieść o zwycięstwie odniesionym przez powstańców Jeziorańskiego rozniosła się lotem błyskawicy po całej Galicji. Z zachwytem rozpisywała się galicyjska prasa i do powstania garnęli się coraz liczniejsi ochotnicy. Powstańcy, w większości po raz pierwszy uczestniczący w walce, przeszli chrzest bojowy, co zwarło ich szeregi i podniosło morale.

W dniu 5 maja otrzymali długo oczekiwane zaopatrzenie w amunicję oraz pewne posiłki osobowe. Przyprowadził je książę Sapieha, członek lwowskiego kierownictwa powstania. Pora była najwyższa, gdyż już następnego dnia 6.V.1863 roku Rosjanie zaatakowali ponownie powstańczy obóz.                                                                                                Na szczęście płk Miednikow nie okazał się  nazbyt dobrym strategiem i mimo miażdżącej przewagi liczebnej i technicznej oraz próby fortelu polegającego na obejścia polskich pozycji poprzez  przekroczenie kordonu granicznego, po krwawej całodziennej bitwie został zmuszony do odwrotu.                                                                                              Gazeta „Goniec” z 1863 roku triumfalnie donosiła: „Moskwa bezładnie zaczyna się cofać. Wyborowe jej wojsko, strzelcy finlandcy, w ucieczce sromotnej, bezładnej nie widzą bagien, które wpierw okrążali – wielu śmierć w nich znajduje”

Historyk  Eligiusz Kozłowski w opracowaniu „Od Węgrowa do Opatowa” ostatnie godziny bitwy opisuje następująco: „Trąby i bębny w szeregach rosyjskich dają znak do odwrotu. Wówczas Jeziorański za cofającym się nieprzyjacielem wysyła oddziałki kozaków Wyleżyńskiego i Lenieckiego”.                                                                                                       I chociaż w konsekwencji tarć w łonie kierownictwa powstańczego i nie doczekawszy się pomocy ze strony skierowanych w jego kierunku oddziałów Żalpłachty – Zapałowicza i Czerwińskiego, korpus gen. Jeziorańskiego, po krwawych starciach pod Naklikiem, Lipinami i Harasiukami został w dniu 14 maja 1863 roku pokonany pod Hutą Krzeszowską i zmuszony do cofnięcia się za kordon do Galicji – sława jego podwójnego zwycięstwa napawała dumą cały kraj.

Historycy zajmujący się okresem powstania styczniowego, bitwę pod Kobylanką zgodnie zaliczają do jednej z największych a na pewno największej stoczonej na Lubelszczyźnie.  Pomimo tak oczywistych faktów bitwa pod Kobylanką pozostaje jedną z najbardziej zapomnianych bitew w historii Polski – opinię taką wyrażają na swoim forum historycznym także internauci.                                                                                                               Także my mieszkańcy Zamojszczyzny oraz Lubelszczyzny niewiele o niej wiemy, a to za sprawą zapadłej wokół niej ciszy medialnej.                                                                         W zorganizowanym w 2007 roku przez Dziennik Lubelski plebiscycie na 15 największych wydarzeń jakie rozegrały się na Lubelszczyźnie znalazła się bitwa pod Panasówką, stoczona w dniu 3.IX.1863r. przez oddział Marcina Lelewela Borelowskiego, głębokim milczeniem pominięto natomiast bitwę pod Kobylanką.

Wobec tego czyżby się mylił Stefan Kieniewicz, który w swym monumentalnym dziele „Powstanie Styczniowe” bitwie pod Panasówka poświęca jedno zdanie, zaś działaniom Jeziorańskiego pod Kobylanką 3 strony ?                                                                               A może racji nie ma także inny historyk J. Grabiec, zachowując podobne proporcje w podobnym dziele „ Rok 1863” wydanym w 1913 roku, w 50 rocznicę wybuchu powstania ? Eligiusz Kozłowski – stawiając ją obok bitew pod Węgrowem, Opatowem, Miechowem, Nową Wsią , Chruślinem czy Żyrzynem ?

Rozwiązanie jest bardziej oczywiste; od ponad 60 lat na temat tejże bitwy trudno jest znaleźć  wzmiankę w podręcznikach historii czy publikacjach powszechnych i ogólnodostępnych. Także prasa regionalna w ciągu ostatnich 60 lat wolała pisać o bitwie pod Panasówką, bitwie oczywiście zwycięskiej dla strony polskiej i przynoszącej chlubę naszemu regionowi. Mnie zaś mieszkańcowi Józefowa tym bardziej, gdyż poległ w niej mieszkaniec tego miasteczka 28 letni Józef Czapka.

Przyczyny milczenia są bardzo prozaiczne. Pod Panasówką dowodził  Lelewel-Borelowski, rzemieślnik; blacharz i studniarz a więc sól tej ziemi, zaś pod Kobylanką ziemianin i szlachcic gen. Jeziorański, przy jego zaś boku generałowie Waligórski i Śmiechowski.                                                                                                                Przypominanie o bitwie pod Kobylanką przywoływałoby jednocześnie wspomnienia na temat toczących się tam walk żołnierzy AK, a tego przynajmniej w początkowych latach starano się nie czynić. Ponadto pod Panasówką poległ mjr Nyari, co nadawało jej międzynarodowego splendoru. Wiadomo: „Polak Węgier dwa bratanki ”.

Miejsce do organizowania uroczystości było i jest bardzo dogodne, gdyż już przed wojną Ordynacja, której siedziba znajdowała się w Zwierzyńcu, przy współudziale mieszkańców osady, wzniosła wspaniały kurhan powstańczy, położony przy szosie Zwierzyniec – Biłgoraj, zaś w lesie „Kobylanka” diabeł mówi dobranoc.

Powstał schemat; brak przyswojonej wiedzy – brak informacji.                                                                                                                                                 Chyba czas najwyższy aby go zmienić, zważywszy, że z gen. Antonim Jeziorańskim związana jest popularna w wojsku do dziś pieśń „Sygnał” albo inaczej „Pieśń z obozu Jeziorańskiego”, którą napisał w 1863 roku Wincenty Pol dla idących do walki pod wodzą generała powstańców:

„ S Y G N A Ł”

W krwawym polu srebrne ptaszę

Poszli w boje chłopcy nasze

Hu ha ! Krew gra !

Duch gra ! hu ha !

I niech matka zna

Jakich synów ma

Obok Orła znak Pogoni

Poszli nasi w bój bez broni

Hu  ha ! Krew gra !

Duch gra ! hu ha !

Matko Polsko, żyj !

Jezus Maria, bij !

Naszym braciom dopomagaj,

Nieprzyjaciół naszych smagaj

Hu  ha ! Krew gra !

Duch gra ! hu  ha !

Niechaj Polska zna

Jakich synów ma !

Warto by podczas dorocznych uroczystości organizowanych dla uczczenia poległych w bitwie nad Tanwią w czerwcu 1944 roku wspominano o poprzednikach przelewających krew za wolną Polskę, w tym samym rejonie ponad 80 lat wcześniej, w sposób równie krwawy i heroiczny.

Zamość 21.IV.2008 r.                                  Zygmunt Puźniak / dla Tygodnika Zamojskiego/

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s