PRZED BURZĄ . JÓZEFÓW BEZPOŚREDNIO PRZED WYBUCHEM WOJNY

JÓZEFÓW W LATACH OKUPACJI HITLEROWSKIEJ

I .PRZED BURZĄ.

Życie w miasteczku toczyło się monotonnie od niedzieli do niedzieli, a właściwie
od poniedziałku do poniedziałku, kiedy to na józefowskim rynku odbywały się cotygodniowe jarmarki, na które zjeżdżali chłopi z całej okolicy, aby sprzedać lub kupić, ale nade wszystko aby spotkać znajomka, z którym można pogadać, poplotkować i tęgo popić w jednej z licznie otaczających rynek knajpek.
Był to bardzo wyczekiwany dzień dla społeczności żydowskiej, stanowiącej blisko 70 % mieszkańców , zajmującej się głównie handlem i drobnym rzemiosłem, bo jarmark stanowił zawsze okazję do zarobienia paru groszy.
Na co dzień bowiem ich sklepy ,otaczające szczelnie rynek miasteczka, świeciły pustkami. Tym bardziej , że od końca lat 20-tych społeczność polska założyła własną spółdzielnię handlową „Jedność” i postawiła okazały Dom Ludowy z własnym sklepem..
Liczące około 3 tys. mieszkańców miasteczko kisiło się praktycznie we własnym sosie, poza niedzielą, gdy okoliczna ludność przyjeżdżała do kościoła na nabożeństwa. Dlatego poniedziałkowy jarmark stanowił główną atrakcję. Najbardziej widowiskowy był handel końmi. Po oględzinach zębów, pęcin, kopyt, splotów grzyw i ogonów następowały próby siły i rączości koni. Wszystko to odbywało się na rynku i przyległych do niego uliczkach. Końskie rżenie mieszało się z kwikiem świń, muczeniem krów i beczeniem owiec. Była to także znakomita okazja dla miejscowej żulii do darmowego popicia, oszukania a także drobnych kradzieży.
Jarmarki urozmaicane były niekiedy wystąpieniami agitacyjnymi partii politycznych oraz
wyborczymi. Najczęściej jednak dochodziło do bójek a nawet ostrych bijatyk wywoływanych przez podchmielonych chłopów, wymagających niekiedy interwencji policji.

Społeczność gminy składająca się w głównej mierze z chłopstwa, gospodarującego na lichej piaszczystej glebie oraz biedoty miejskiej, nie interesowała się polityką i sprawami publicznymi.
Głowy ich zaprzątnięte były myślą jak przeżyć następny miesiąc a niekiedy dzień. Pracy poza rolnictwem było bowiem jak na lekarstwo.
Józefów żył głównie z kamienia. Wydobywano go z dzierżawionych od Ordynacji sztolni, ale także i z własnych działek, leżących na polach południowego skłonu wzniesienia tuż za opłotkami miasteczka. Kamień służył głównie za budulec, ale wypalano z niego także wapno, robiono macewy, pomniki cmentarne i przydrożne figurki, frontony i portale, kamienie młyńskie i do żaren.
Informacje o wydarzeniach politycznych rozgrywających się na arenie międzynarodowej
docierały z dużym opóźnieniem do wąskiej zainteresowanej nimi grupy osób, najczęściej za pośrednictwem prasy, którą można było nabyć na miejscowej poczcie.
Modne było prenumerowanie m.innymi następujących tytułów: ,,Gazeta Katolicka” i ,,7 Groszy Śląskich”. Osoby prenumerujące gazety stanowiły miejscową elitę .
W latach trzydziestych, należały do niej następujące osoby narodowości polskiej: wójt gminy Bolesław Iżycki, sekretarz gminy Ignacy Plata, proboszcz senior parafii Seweryn Grątkowski oraz mianowany na to stanowisko w 1937r.ks. Michał Całka, kierownik szkoły Aleksander Pihowicz i jego żona Sabina Pihowicz, lekarz Józef Spoz, aptekarz Lucjan Budzyński a także kierownik spółdzielni „ Jedność” Mikołaj Malawski.
Ze strony żydowskiej wymienić należy: Samuela i Pinkwasa Kallimachów – hurtowników i przedsiębiorców, rabina miejscowej gminy wyznaniowej Szymona Parzęczewskiego , nauczyciela języka hebrajskiego – Jozefa Najmana oraz majętniejszych handlarzy; Szaję Tajera, Srula Rappaporta, Abę Zająca, Srula Szlejchera, Szyję Kawersztoka, Szmula Girtlera, Ryfkę Hilt , Samuela Waksa i innych
Ton życiu miasteczka nadawali jednak mieszczanie narodowości polskiej, przeważnie drobni rzemieślnicy, posiadający dodatkowo spłachetki ziemi oraz kilku bogatszych rolników.
Najliczniejsze rodziny józefowskie tamtego czasu to; Krzaczkowie, Kolaszyńscy, Hajducy, Puźniakowie,
Innym źródłem informacji ale także i rozrywki były radia słuchawkowe, które posiadali tylko nieliczni amatorzy w miasteczku i niektórych wioskach. Były one bowiem kosztowne oraz
wymagały pewnych umiejętności technicznych.
Radia głośnikowe były niezwykłą rzadkością i przed wybuchem wojny liczba ich na terenie
gminy nie przekraczała pięciu.
Do miasteczka tylko od czasu do czasu zajrzała jakaś zwierzchność urzędnicza i jeszcze rzadziej zabłąkany podróżny.
Pod koniec lat 20-tych w Józefowie przebywał podróżnik Wacław Świątkowski, który w swoich wspomnieniach przekazał następujący obraz : „Mały Józefów Ordynacki ma tylko duży rynek i nic więcej. Ciekawe i piękne są tu domy, tworzące malownicze podcienia od strony piaszczystego niezadrukowanego rynku…. Na wzgórku za miastem dymią się piece do wypalania wapna, którego tu obfitość wielka: zbyt towaru ogranicza się do szczupłych bardzo rozmiarów”
W pobliżu Józefowa przebiegała wprawdzie linia kolejowa Lwów – Zawada – Lublin, jednak odległość 3 km do najbliższej stacji Długi Kąt , powodowała znikome zainteresowanie miasteczkiem i nie sprzyjała jego rozwojowi. To właśnie tą drogą odbywała się najszybsza komunikacja z resztą kraju i tędy docierały towary i wiadomości.
Drogi łączące Józefów z Tomaszowem, Biłgorajem i Zamościem nadawały się co najwyżej do jazdy konnej, budowę utwardzanych szos rozpoczęto dopiero przed samym wybuchem wojny. Każde pojawienie się pojazdu mechanicznego stanowiło nie lada sensację. Po zajęciu w 1938r. przez wojska niemieckie czeskich Sudetów, społeczność żydowska świadoma zagrożenia jakie niosła z sobą ideologia hitlerowska, stawała się coraz bardziej poruszona i zaniepokojona.
W poniedziałkowy rejwach wkradać się zaczął niepokój. Coraz częściej słychać było słowo „Wojna” W 1939 roku o wojnie zaczęto mówić coraz częściej i coraz głośniej, a to za sprawą licznych powołań rezerwistów na manewry i ćwiczenia modernizującego się Wojska Polskiego.
Np. Jan Puźniak w latach 1936 -39 powoływany był do jednostki w Kraśniku wielokrotnie;
24 pułk ułanów , którego był rezerwistą, przechodził  bowiem modernizację i żołnierze z koni przesiadali się na czołgi i samochody. W tym czasie z ułana-podkuwacza stał się ułanem-mechanikiem.
Wracający rezerwiści z jednostek wojskowych, położonych często w dużych miastach,
przywozili najświeższe „tajemne” wiadomości.
Generalnie panował jednak optymizm i wiara w potęgę militarną naszego wojska, podtrzymywane przez propagandę państwową. W świadomości społecznej funkcjonowało przekonanie, że skoro pokonaliśmy bolszewików to utrzemy nosa także i szwabom.
Nazwisko marszałka Rydza Śmigłego odmieniane było na różnorakie sposoby.
Hasła „Nie oddamy nawet guzika od munduru” czy „Jesteśmy zwarci, silni, gotowi” były
na porządku dziennym i wpajały ludności ufność w potęgę militarną Państwa.
W niedzielę 13 sierpnia 1939r., w miejscowym Domu Ludowym trwała zabawa taneczna, kiedy to około godziny czwartej nad ranem na salę wkroczył sekretarz gminy Ignacy Plata oraz towarzyszący mu pracownik gminy Wawrzyniec Baczmaga i kazali orkiestrze przestać grać.
Świąteczna atmosfera ulatniała się szybko, kiedy to po wejściu na scenę Plata ogłosił zebranym komunikat, że ze względu na niebezpieczeństwo wybuchu wojny z Niemcami, zarządzona została w całym kraju częściowa mobilizacja. Zabawa została przerwana.
Po odegraniu hymnu wręczono imienne karty mobilizacyjne dla rezerwistów obecnych na sali, zaś do nieobecnych oraz na sąsiednie wioski, wysłano gońców na rowerach z poleceniem aby wezwani niezwłocznie stawili się na stację kolejową w Długim Kącie lub Majdanku -Krasnobrodzie, skąd zabrani zostaną przez przejeżdżający eszelon.
Z Józefowa karty mobilizacyjne w tym dniu dostali: Jan Gontarz, Edward Herc, Celestyn
Hurkała i Józef Szkałuba.
Wieść o mobilizacji rozniosła się błyskawicznie po całej okolicy. Był sierpień, zaczęło świtać i na jarmark powoli zjeżdżały się pierwsze furmanki. Jeszcze przed otwarciem przed sklepami zaczęły ustawiać się kolejki. Wykupywano wszystko niezbędne w takich wypadkach: naftę, sól, cukier, przyprawy. Gromadzono zapasy i przygotowywano się na nadejście wojny. Kiedy 27 sierpnia rozdano kolejne karty mobilizacyjne w miasteczku zapanowała atmosfera pełna niepokoju i gorączki. Starsi mieszkańcy w pamięci mieli zniszczenia jakie dotknęły Józefów w okresie Wielkiej Wojny, kiedy to niemal całe miasto poszło z dymem a ludzie przymierali głodem.
Niepokój udzielił się wszystkim.
Tak wyglądały tamte dni we wspomnieniach Wandy Puźniak: „…Nie patrząc na roboty w polu ludzie gromadzili się przed posterunkiem policji aby słuchać komunikatów radiowych z jedynego w Józefowie radia głośnikowego. Po godzinie ósmej rano, komendant Bieliński
wystawiał radio na zewnątrz okna i włączał na pełny regulator. Ostatniego sierpnia w radiu
podano komunikat o powszechnej mobilizacji. Po domach chodzili posłańcy z gminy z rozkazem stawienia się rezerwistów o 6 rano na stacji w Długim Kącie. Na stacji kłębiły się tłumy ludzi. Słychać było śmiechy, śpiewy ale przede wszystkim płacze dorosłych i dzieci. Ludzie żegnali się jakby na zawsze. Męża , Jaśka odprowadziłam na stację z 4 miesięcznym dzieckiem na ręku. Gdy odchodził do pociągu powiedział;” Ty się listu z niewoli ode mnie nie spodziewaj. Albo wrócę albo zginę , do niewoli się nie dam”…’’
Po odjeździe rezerwistów i wykupieniu ze sklepów niemal wszystkich towarów,
w miasteczku zapanował pozorny spokój.
Dwa, trzy razy dziennie, ludzie gromadzili się przed domem Michała Puźniaka, gdzie mieścił się posterunek policji, aby wysłuchać komunikatów wojennych, podawanych przez Warszawę
Na wysłuchanie komunikatów przyjeżdżali mieszkańcy nawet odległych wiosek, bowiem na polecenie władz komendant Bieliński skonfiskował wszystkie radia na terenie gminy, także słuchawkowe.
W obawie przed szpiegami, mieszkańcom zalecono czujność i nakazano meldować o wszystkich podejrzanych osobach oraz nietypowych zachowaniach i zjawiskach.
Na terenie wszystkich wiosek wprowadzono dyżury wartownicze i wystawiono punkty obserwacyjne.
Kopano schrony i urządzano przemyślne kryjówki, w których chowano zapasy żywności oraz cenniejszy dobytek.
Nade wszystko starano się zebrać z pól jak najszybciej plony, sprzyjała temu pogodna jesień.
Jeszcze raz zacytuję Wandę Puźniak:,,Po pierwszej gorączce zapanował spokój. W połowie września pomyślałam sobie, skoro mąż na wojnie, trzeba wcześniej wykopać kartofle. Skoro świt zerwałam się i popędziłam na „niwę”. Zaczęłam kopać, ale wkrótce zaniepokoiło mnie jakieś dudnienie ziemi. Trudno mi jest to opisać, bowiem nigdy czegoś takiego nie słyszałam.
Powodowało to we mnie coraz większy strach, toteż zaniepokojona wróciłam szybko do domu. Wśród zabudowań dudnienia tego nie było słuchać.
Zaraz na drugi dzień dudnienie to słychać było nawet w środku dnia. Chłopy mówili, że to biją armaty. W nocy i następnego dnia huk armat narastał coraz mocniej a nad Józefowem zaczęły rwać się pociski. Wtedy to całą rodziną uciekliśmy z domu i schowaliśmy się na cmentarzu, gdzie zebrało się już masa ludzi, chyba cały Józefów. . Tutaj jednak także zaczęły rwać się pociski, ziemia tylko stękała bum i bum. Uciekliśmy do „rowu Majdańskiego”, ale i tu nie było bezpiecznie, no to poszliśmy na Majdan a potem nocą w takie patoki koło Górnik. Następnego dnia przesiedzieliśmy na Górnikach. Tam w górze naprzeciwko gospodarstwa Berdzików, chłopy wykopali schron i tak w tym dole siedzieliśmy schowani od bomb. Wkrótce pociski zaczęły rwać się także w Górnikach, ale dalej nie mieliśmy gdzie uciekać i każdy siedział na wolę Boga.”

W okolicach Józefowa rozpoczęły się walki , polskiego Frontu Środkowego pod dowództwem gen. Tadeusza Piskora i Frontu Północnego dowodzone przez gen. Stefana Dąb – Biernackiego, wycofujące się na południe pod naporem pancernych korpusów niemieckich.

Zamość 2008r.                                                                               Zygmunt Puźniak

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s